sobota, 21 listopada 2009
Fruwająca dusza
Fruwająca dusza Yoko Tawady to swoista gra z japońską tradycją ujmującą rzeczywistość w sztywny gorset przepisów i zasad. To także zabawa z naszymi czytelniczymi przyzwyczajeniami. Pisarka z żartobliwym dystansem odnosi się do własnej kultury i podkreśla wartość twórczej niezależności. Niepokojąca, przesycona elektryzującym erotyzmem powieść. (merlin.pl) “Być może pewnego dnia obudzisz się i ujrzysz Tygrysa u wezgłowia. Lazur nieba zderzy się z bursztynową barwą ziemi, prąd powietrza wessie słowa, a wszelkie stworzenia: zwierzęta, ptaki i ludzie, przestaną rozróżniać ciepło i zimno, radość i smutek. Tygrys przemówi do ciebie. I choć nie można nauczyć się tygrysiej mowy, wsłuchasz się uważnie w to, co powie, i wszystko zrozumiesz. (…) Ale może też być tak, że Tygrys nigdy do ciebie nie przyjdzie. Każdego ranka po przebudzeniu będziesz rozglądać się wkoło, ale nie usłyszysz nawet szelestu owadzich skrzydeł. A jeśli ma nie przyjść, to nie przyjdzie ani razu, choćbyś czekała całe życie.“ Taki początek tej kompletnie zadziwiającej, hipnotyzująco-onirycznej, bajkowej i czasem kompletnie niezrozumiałej powieści. Na 179 stronach autorce udało się pokazać cudowny japoński świat, zupełnie niezrozumiały dla kogoś z zewnątrz. Tradycja, dziwna droga Tygrysa, dziwna Szkoła do której trafia Risui wraz z innymi kobietami, a do której bardzo ciężko jest się dostać i która nie wiadomo co tak naprawdę ma na celu, niesamowite sny przesiąknięte erotyzmem, niesamowity świat czarów, mistrzyni Kikyo „Dźwięk jej imienia budził we mnie nabożny szacunek, jakbym co najmniej zobaczyła sześciokątną chmurę unoszącą się na niebie” która naucza mądrości świata wg 360-tomowej Księgi, Risui która najpierw zapatrzona w Kikyo powoli zaczyna odnajdywać swoją własną drogę i poglądy i kwestionować reguły panujące w szkole - to wszystko nasiąknięte mgiełką tajemniczości i surrealizmu. Dużo tu takich prostych obserwacji, prawd które warto sobie czasem powtórzyć, by wiedzieć jak je zmienić: "Czyż nie żyjemy jak hołubione żabki zamknięte w słoju, nieświadome tego, co dzieje się na zewnątrz, karmione codziennie słodkimi wnętrznościami muszek? Nie potrafimy niczego powiedzieć o zewnętrznym świecie, nie potrafimy nawet o nic pytać, przyciskamy obie ręce do dna słoja, od czasu do czasu skrzeczymy, aż puchną nam gardła, i tak mija nasze życie." prawd takich o których warto również pamiętać: "Nie da się z góry przesądzić, czy dwoje ludzi pasuje do siebie charakterami, czy nie. Sprawy, które zbliżają ludzi , i te, które ich dzielą, są jak niezliczone gwiazdy rozsiane po wieczornym niebie, i tak jak gwiazdy łączą się, tworząc konstelacje, tak przyjaźń między ludźmi pogłębia się z upływem czasu" Piękna książka, o przyjaźni, poszukiwaniu własnej drogi, zrozumieniu, i wielu innych rzeczach. Piękna choć nie każdemu może się podobać. Mnie jest chyba łatwiej , gdyż w Japonii i jej kulturze jestem zakochana od dawna a i surrealistyczne klimaty to moje klimaty.
2lewastrona.wordpress.com
piątek, 20 listopada 2009
KUBA: "Wichura w Hawanie" Leonardo Padura
Była Środa Popielcowa. Z regularnością, właściwą zjawiskom ponadczasowym, suchy i duszący wiatr, pewnie wysłany wprost z pustyni, żeby przypominać o ofierze Mesjasza, wtargnął do dzielnicy miasta i zawirował wśród nieczystości i niepokojów. Leżący na ulicach piasek i zadawnione urazy pomieszały się z obsesjami, strachem i stosami śmieci zalegającymi metalowe zbiorniki, ostatnie suche zimowe liście fruwały wśród martwych zapachów garbarni, znikły gdzieś wiosenne ptaki, jakby przeczuwały trzęsienie ziemi. (…) Wziął głęboki oddech i poczuł, jak ciężar pyłu i duchoty spada mu na płuca, a kiedy uznał, że dosyć się nacierpiał z powodu Męki Pańskiej, wrócił do pokoju, by zebrać siły do pójścia na posterunek. Praca czeka, a on ma naprawdę wiele do zrobienia. Tylko czemu, tak bardzo nie chce mu się nigdzie ruszyć? Ciąg dalszy recenzji na Dzienniku Literackim.
czwartek, 19 listopada 2009
Korea Oh Jeonghui - Miłość zeszłej jesieni i inne opowiadania Nie lubię opowiadań. Ale w przypadku Oh Jeonghui nie wiem czy dałabym sobie radę z powieścią - o gram za dużo egzotyki. Przynajmniej jak dla mnie – lubię egzotykę w filmie, w książkach niekoniecznie. Zainteresowała mnie etykietka „proza kobieca”, ale kobiety są tu nie tylko nieszczęśliwe, jest w tych opowiadaniach ciężki nastrój przygnębiającej uległości i beznadziei. Nastrój jak z opowiadań M. Konopnickiej - nie wiem dlaczego miałam takie skojarzenie, może dlatego że tu i tam wiejska bida? Ale też, żeby tak nie było, że nie ma nic w tych opowiadaniach ciekawego - niektóre fragmenty przemawiają do wyobraźni, łatwo czarować sobie przed oczami obrazy tego, o czym się czyta. Jest też bardzo ciekawy wstęp - Koreańskie kobiety w literaturze. J. J. Awad - Rozdroże proroków S.Kaszua Arabowie tańczą
Liban Jocelyne J. Awad - Rozdroże proroków Bardzo urokliwe czytadełko. Przez Bliski Wschód jedzie zdezelowany, wypełniony haszyszem autokar, w którym za ostatnią, maskującą warstwę, robią spragnieni egzotyki turyści. Biuro podróży szemrane, autokar się co chwilę psuje, upał doskwiera, turyści marudni, a beduini-gangsterzy zainteresowani tylko wartościowym ładunkiem. Jest też i watek miłosny - leniwy, upalony haszem pilot jest zainteresowany młodą i piękną turystką. Słowem gotowy materiał na film przygodowy.
Ale też odrobina egzotyki i warta narracja sprawia, że czyta się miło i jest nawet miejsce na refleksję o piekle nienawiści jaką sobie zafundowali mieszkańcy Bliskiego Wschodu. Palestyna Said Kaszua Arabowie tańczą ![]() Jeszcze jedna książka z tego regionu - równie dobrze się czyta jak poprzednią, ale nie jest tylko przygodowym czytadełkiem. Opowieść o dorastaniu chłopaka - Araba, mieszkającego w Izraelu. Książka jest podobno napisana na motywach autobiograficznych - jeżeli tak, to jej autor nie miał łatwo. Bohater, mimo że jest Palestyńczykiem, jest bardzo krytycznie nastawiony do tego jak żyją i czego chcą od życia. Sam stara się wyglądać jak Żyd, nie tylko dlatego że w Izraelu łatwiej się z takim wyglądem żyje - usiłuje w ten sposób również żyć, bez opowiadania się po którejś stronie. Ale jak łatwo się domyśleć, przy tej temperaturze sporu, nie jest to możliwe.
wtorek, 17 listopada 2009
Cienie na trawie
Książka "Cienie na trawie" jest przedstawiana jako kontynuacja "Pożegnania z Afryką". Myślę jednak, że bardziej właściwe byłoby stwierdzenie, że jest to – uzupełnienie "Pożegnania z Afryką". Na tę niewielką książeczkę składają się cztery opowieści, w których pisarka wspomina swoich afrykańskich służących, pomocników, mieszkańców okolicznych plemion, na których losy wpłynęła i którzy pozostali w jej pamięci na zawsze. Trzy pierwsze rozdziały nawiązują do ich wzajemnych relacji podczas pobytu w Afryce, natomiast ostatni opowiada o życiu afrykańskich przyjaciół już po powrocie Karen Blixen do Danii. Dla nich wszystkich autorka stała się ich Mesanhib Blixen. Jest to niezwykle piękna i mądra książka, a złożyło się na to wiele czynników. Po pierwsze - znakomite, wysmakowane, lekkie pióro Karen Blixen. Jakaś trudna do zdefiniowania elegancja emanuje z jej stylu, z każdego zapisanego zdania. Urzekają niemal poetyckie opisy. Kiedy Blixen pisze, to nawet fragment o sprowadzonej z Paryża sukience z fiszbinami wydaje się ciekawy. Zobaczcie, jak gustownie można pisać o starzeniu się afrykańskich kobiet: "Z biegiem czasu kobiety Kikujusów kurczą się i robią się coraz ciemniejsze; w porównaniu z Nditos, pełnymi życiodajnych soków leśnymi lianami, których skóra przypomina barwą cynamon, staruszki wyglądają jak pałeczki węgla drzewnego, lekkie jak piórko, całkowicie wysuszone i z pewnego rodzaju posępną żartobliwością w głębi serc, szlachetne, pierwszorzędne twory zręcznego wypalacza naszego istnienia." Wspomnienia Blixen obnażają jej klasę i wykształcenie, oczytanie i kindersztubę oraz trafność w psychologicznych analizach opisywanych bohaterów. Od razu widać, że arystokratyczne wychowanie nie poszło na marne. Do tego trzeba dodać umiejętność budowania niepowtarzalnego, ciepłego nastroju oraz kobiecą wrażliwość. Doprawdy trudno się oderwać od czytania, a kiedy zamykasz ostatnią stronicę, pozostaje żal, że to już koniec. Dawno już tak nie zatraciłem się w czytaniu. Poza tym, w książce można również podziwiać portrety niektórych bohaterów, naszkicowane przez samą autorkę. Naprawdę gorąco polecam, bo przecudnej urody jest to proza. Karen Blixen – Cienie na trawie, tytuł oryginału Shadows on the Grass, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 1995, przełożyła Małgorzata Klimek, ISBN 83-7120-147-8, objętość 111 stron. Wpis pochodzi z bloga Moje lektury "Ugrofińska wampirzyca"
"Ugrofińska wampirzyca" to powieść węgierkiej pisarki Noémi Szécsi. Sięgnęłam po tę pozycję w ramach projektu Literatura Na Peryferiach, ponieważ nigdy jeszcze nie zetknęłam się z prozą tamtejszych rejonów. Historia opowiada o młodej i mało atrakcyjnej wampirzycy imieniem Jerne, której babcia (wampirzyca z krwi i kości) dla zabawy czy też dla podkreślenia "inności" stworzyła nazwisko Volta-Ampere, łącząc nazwiska dwóch znanych wynalazców-fizyków. I jest to jeden z wielu zarzutów, jakie pod adresem własnej babki śle główna bohaterka. Jako świeżo upieczona absolwentka college'u Winterwood w specjalności bajkopisarstwo Jerne przybywa do Budapesztu - miasta, w którym przyszła na świat. Jako, że każdy wampir musi mieć alibi, dziewczyna postanowiła znaleźć jakąkolwiek pracę poprzez ogłoszenie: Świeżo po studiach, bez doświadczenia, szuka pracy bez wyzwań i odpowiedzialności, za skromną pensję (Wyd. Czarne 2005, s.14) Resztę tekstu możecie odnaleźć na miom blogu, o tu Zdecydowane
Na poczatku chciałam powiedzieć, że ciesze się, że się przyłączam do wyzwania i wspólnego czytania. :) Zdecydowałam się już na lektury na najbliższy czas, przedświateczny zresztą. Wybór nie był łatwy, ponieważ nie chciałam sięgać po literaturę z krajów z których już coś czytałam. I tym sposobem odrzuciłam kilka łakomych kąsków (np. Indie, Chiny czy Izrael - co czytałam zobacz tutaj). Chciałam wybierać lektury tak, żeby na każdą grupę liter (A - C, D - L, M - S, T - Z) przypadała jedna, i najchętniej była z kraju nie wymienionego w propozycjach :) Udało się częściowo. Oto moja lista: Litery A - C B - Boliwia (Ameryka Południowa): Śmierć na ulicy Unzueta / Edmundo Paz Soldán Litery D - L I - Islandia (Europa Północna): Duszpasterstwo koło lodowca / Halldór Kiljan Laxness (właśc. Halldór Guðjónsson) G - Gwatemala (Ameryka Środkowa): Niejaka Mulatka / Miguel Ángel Asturias Litery M - S N - Nigeria (Afryka): 19 współczesnych opowiadań nigeryjskich P - Peru (Ameryka Południowa): Głębokie rzeki / José María Arguedas Altamirano Litery T - Z T - Tajlandia (Azja): Listy z Bankoku / Botan (pseud. Supa Sirising) Chciałabym przeczytać wszystkie, ale jest ich sporo, więc pewnie nie zdążę do 21.XII (są to też moje urodziny :)). Bedę się jednak starać, żeby te 3 regulaminowe przeczytać. Wpis umieszczony równiez na blogu: Wernerkowa książkomania. "Depeche Mode" Serhij Żadan
Od czego by tu zacząć... Zanim podejmę się streszczenia początku książki i ocenienia jej, chciałabym zaznaczyć, że autor jest Ukraińcem i tam też toczy się akcja powieści. Jest rok 1993, a dokładniej 16-20 czerwca tegoż roku. W Charkowie - mieście położonym przy granicy z Rosją żyją, a przynajmniej starają się jakoś egzystować czterej główni bohaterowie: Żadan (narrator), Wasia Komunista, Sobaka Pawłow oraz Sasza (znany pod ksywą Karburator). Wszyscy są studentami i mieszkają w jednym pokoju. (Przepraszam, ale nie byłam w stanie wstawić zdjęcia tej książki....) Witam :)
Bardzo się cieszę, że mogę w końcu przystąpić do tego projektu :) Właściwie to przystąpiłam do realizowania go już dwa miesiące temu - wtedy postanowiłam zaznajomić się z literaturą zupełnie mi obcą. Postanowiłam zaznajomić się z pisarzami z krajów sąsiadujących z nami - Polakami. I tak moja wstępna lista wyglądała następująco: 1. "Depeche mode" Serhij Żadan (Ukraina) 2. ""Ugrofińska wampirzyca" Noemi Szesci (Węgry) 3. "Historia z chmury" Marius Ivaskevicius (Litwa) 4. "Czarny domek" Stanislav Komarek (Czechy) Póki co przeczytałam dwie pierwsze pozycje (których recenzje zaraz umieszczę na blogu), niestety nie wiem, czy dam radę przeczytać na czas dwie pozostałe lektury... Ale żeby nikt nie zarzucił mi, że nie wywiązuję się z regulaminu projektu - czytam już kolejną książkę: 5. "Kto ze mną pobiegnie" Dawid Grosman (lit. hebrajska) - i na pewno zamieszczę tu jej recenzję :)
Pozdrawiam serdecznie wszystkich uczestników!!! Paideia
niedziela, 15 listopada 2009
Rum i Cygara
Tym razem ciepło, a nawet gorąco. Dusznawo. jak to w Hawanie latem. Wiecej szczegółów tutaj.
|
Zakładki:
Uczestnicy
Propozycje lektur
Szablon autorstwa
Zasady uczestnictwa
|