czwartek, 21 stycznia 2010
Literatura na peryferiach - podsumowanie wyzwania (czyli że lepiej późno, niż wcale)


Wyzwaniu sprostałam. Zgodnie ze swoimi założeniami odwiedziłam (w terminie!) Maroko, Egipt oraz Afganistan. Każda z tych literackich podróży nie tylko wzbogaciła moją wiedzę, ale też dostarczyła niesamowitych przeżyć. Każdy tytuł okazał się książką wartościową. Dlatego dziękuję Padmie za organizację wyzwania. Czytało się świetnie. Nie zdążyłam z recenzjami, ale już nadgoniłam zaległości i mogę wyzwanie podsumować.
Przeczytałam i z czystym sumieniem polecam:

1) To oślepiające, nieobecne światło, Tahar Ben Jelloun (MAROKO)
2) Wyjście z Egiptu, Andre Aciman (EGIPT)
3) Chłopiec z latawcem, Khaled Hosseini (AFGANISTAN)



czwartek, 14 stycznia 2010
Szamańska pieśń

kjn

Otworzywszy powieść Galsana Tschinaga, znalazłam się w innym świecie. Obudził mnie dźwięczny śpiew mongolskiej dziewczynki, która w szamańskiej pieśni prosi Matkę o życie. Na moich oczach rozgrywał się rytuał ponownego zespolenia dwóch istot. Pełen bólu, stanowczości, konieczności cierpliwego czekania. Przesiąknięty pierwotną mądrością, której źródło znajduje się w żyznej ziemi, cienistym lesie, runie owcy, gęstym mleku kozy, w ściganiu się ze wstającym słońcem jeszcze na długo przed świtem.

 

Gdy osierocone dziecko potrzebuje matki, serce jej najczęściej jeszcze dotkliwie krwawi po stracie pierworodnego. Życiodajne mleko kwaśnieje i ścina się w bezużytecznych sutkach. Szamańskie próby zespolenia, taniec i śpiew, a czasem nawet zadanie gwałtu, muszą uderzyć w odpowiednim momencie. Ponieważ może się zdarzyć, że matka będzie gotowa, lecz pozostawione bez mleka dziecko odczuje wobec niej nienawiść. Wtedy to szamańska pieśń będzie miała swój koniec.

Tschinag opisuje samotność. Samotność oraz palące pragnienie unicestwienia jej, zniszczenia w ogniu surowej miłości. Dla mnie jest to przede wszystkim tekst o dwóch kobietach, które muszą stoczyć walkę z własnym losem, w twardej rzeczywistości mongolskiej krainy, której panem nadal jest mężczyzna.

Śpiewająca szamańskie pieśni kilkunastoletnia Dombuk jest najstarszym dzieckiem w rodzinie Szuumura. Śmierć matki spowodowała, że musiała sama stać się matką, by otoczyć opieką swoje rodzieństwo, a także ojca. Emanuje z niej niezwykła siła i stanowczość, będące przejawem widzenia więcej niż zdolne są dostrzec zwykłe oczy.

Niezwykle piękna Gulundżaa z powodu śmierci ojca stała się igraszką w rękach losu oraz...mężczyzn. Wraz z pierwszym stosunkiem przekreśliła swoje szanse na godne życie, założenie rodziny i szacunek tuwińskiej społeczności. Bezgranicznie zakochana w Szuumurze, została przez niego odrzucona z powodu wyrzutów sumienia za grzechy, za które nie starczyło mu odwagi wziąć odpowiedzialności.

Tschinag przesadził. Nie potrafił skończyć we właściwym momencie. Zamiast pozostawić pewne kwestie niedopowiedzianymi, „przegadał” w ostatnim rozdziale przyszłość bohaterów powieści. Postawił się w roli dziennikarza-emigranta, który przeprowadza wywiady z innymi tuwińskimi i mongolskimi emigrantami, którzy urodzili się tam, gdzie Szuumur, Dombuk czy Gulundżaa. Odnajduje nawet syna Szuumura, Tasaja, z którym we wspomnieniach popadają w nieprzyjemny patos. Ostatni rozdział stanowi dla mnie niezbyt udany, nie pasujący do magicznego i subtelnego charakteru historii Dambuk i Gulundży, pean na cześć „bohaterów”, pachnący, nie przesadzę, wręcz komunistycznie.

Na szczęście nie ma on wpływu na fascynującą całość, której koniec powinien nastąpić dokładnie w momencie, gdy Dombuk zaśpiewała: „Strzała raz wystrzelona, nigdy nie powraca, och, oj, oj!”

Galsan Tschinag, „Koniec pieśni”, przeł. Dariusz Muszer, „Drzewo Babel”, Warszawa 2008

Źródło: www.bredablik.blogspot.com

poniedziałek, 11 stycznia 2010
„Hakawati. Mistrz opowieści”

W 2008 roku pojawiła się czwarta książka libańskiego pisarza Rabiha Alameddine – „Hakawati. Mistrz opowieści”. Jest to niezwykła powieść szkatułkowa, która czerpie z bogatej tradycji nie tylko Wschodu, ale także Zachodu. W licznych opowieściach Alameddine łączy motywy Koranu, Bliblii, Księgi Tysiąca i Jednej Nocy,Homera,  Szekspira i wiele innych.Ukazuje tym samym, że opowieść, proces opowiadania, jest tym co jednoczy ludzi, zaciera granice kulturowe i sprawia, że zaczynamy skupiać się na tym, co łączy, a nie dzieli: Wschód z Zachodem, „prawdę” ze „zmyśleniem”, przeszłość z teraźniejszością i przyszłością. Dla Hakawatiego nie liczy sie wydarzenie, a opowieść o tym wydarzeniu. Nie liczy się fakt, a snucie historii. Hakawati jest mistrzem opowieści, postacią silnie zakorzenioną w tradycji i kulturze Libanu.  Opowiadanie jest sztuką, której potrzebny jest talent, ale również ogromny wysiłek włożony w jej naukę.

Alameddine opowiada nam cztery „główne” historie, które harmonijnie przeplatają się ze sobą i otwierają na mniejsze opowieści, a te z kolei na jeszcze mniejsze, i tak dalej... Jednak proces zagłębiania się w kolejne warstwy opowieści nie jest bynajmniej męczący. Czytelnik (słuchacz) pilnowany jest przez czujnego Hakawatiego, który, gdy nadchodzi odpowiedni moment, wyławia go czym prędzej na powierzchnię opowieści.

Znajdziemy tu fantastykę, kolorowy świat dżinnów, magii i czarów. Dla amatorów przygody Hakawati nie poskąpił smaku powieści awanturniczej, w której poznajemy przygody walecznego Bajbarsa, przypominającego trochę Odysa. Mamy podstępnych wezyrów, jakby żywcem wyjętych ze sztuk Szekspira, pod których wpływem naiwni królowie popełniają niewybaczalne błędy. Jest dużo erotyki, smakującej niczym 1001-sza noc, jednak pachnącej nadchodzącą wraz ze świtem śmiercią.  Alameddine nie pozbawia nas wątków współczesnych. Wprowadza opowieści z dzieciństwa i młodości Osamy (wnuka Hakawatiego). Każda z osób jego rodziny ma swoją własną historię – wszystkie z nich poznajemy, każda jest inna, w fascynujący i bardzo sugestywny sposób nakreślająca sylwetkę jej bohatera. Czytelnik związuje się emocjonalnie z postaciami, jedne budzą sympatię, inne niechęć. Ponadto Alameddine potrafi rozbawić (moją ulubioną historią stała się opowieść o łysej papudze).

 „Hakawati” wciąga. To prawdziwa uczta literacka, na której można skosztować wielu potraw z prawie całego świata. Mimo to zachowany jest ład i spójność. Powieść nie nuży, lecz angażuje. Można czytać fragmentami lub pobawić się w pozamienianie ich miejscami. Można spróbować stworzyć własną opowieść. Coś dodać, coś ująć. Bowiem  gawędziarz, jak mówi Alameddine, jest z natury plagiatorem. 

 Rabih Alameddine, „Hakawati. Mistrz opowieści”, przekład Anna Gralak, Maria Makuch, Mateusz Borowski, Wydawnictwo „Znak”, Kraków 2009.


Źródło: http://bredablik.blogspot.com/

23:25, annaliwia , Liban
Link Dodaj komentarz »
podsumowanie
Takie były założenia:
Lektury obowiązkowe:
  • Szwajcaria: Panna Stark, Thomas Hürlimann- przeczytałam recenzje na necie i bardzo się na tę książkę napaliłam, dlatego będzie jako pierwsza :))))
  • Nowa Zelandia: Błogosławieni, którzy robią ser, Sarah-Kate Lynch- to również zapowiada się ciekawie
  • Dania: Pożegnanie z Afryką, Karen Blixen- tego wstyd by było nie znać, a nie znam :(
  • Afganistan: Chłopiec z latawcem, Khaled Hosseini- no i jeden z ostatnich bestsellerów :) 
Lektury uzupełniające:
  • Turcja: Pchli pałac, Elif Şafak
  • Australia: Mam łóżko z racuchów, Jaclyn Moriarty
Zrealizowałam w sumie tylko większość postanowień obowiązkowych, a dokładnie te zaznaczone kolorem.
Wielka szkoda, że nie sięgnęłam do reszty, no ale przecież kiedyś to nadrobię.
Teraz zaczęłam mieć troszkę mniej czasu, bo mam dwuletnią córeczkę, a w kwietniu będę miała synka :) no ale wtedy to dopiero będę mogla narzekać na brak czasu, więc póki mogę- CZYTAM
Z moich lektur prowincjonalnych polecam przede wszystkim: Chłopca z latawcem,
a zdecydowanie odradzam:
 Pannę Stark


wtorek, 05 stycznia 2010
Chingiz Aitmatov "Jamilia"

Jamilia

Szukałam książek z Azji Środkowej z byłych republik, które teraz choć żyją już samodzielnie, są na Zachodzie zupełnie zapomniane. Szukałam i znalazłam kirgiski klasyk.

"Jamilia" to króciutka powieść Chingiza Aitmatova. Opowiada historię zamężnej, ale bezdzietnej kobiety z kirgiskiej prowincji z czasów drugiej wojny światowej. Jej mąż – Sadyk - jak większość mężczyzn z wioski walczy na froncie i od czasu do czasu przesyła konwencjonalne listy do rodziny. Jamilia jest pełną życia, niezależną w sposobie myślenia i postrzegania świata, piękną kobietą. Mieszka, jak na lokalne zwyczaje przystało, z rodziną męża. Jej teściowa, która w porównaniu do innych kobiet wydaje się dość postępową osobą, w kwestiach rodziny trzyma się tradycyjnych wartości, powtarzając Jamili: Praise be to Allah. A woman’s happiness is to have children and live in a house of plenty. ("Chwalmy Allaha. Szczęście kobiety polega na posiadaniu dzieci i mieszkaniu w domu, w którym niczego nie brakuje" str. 19).

Na dlaszy ciąg recenzji zapraszam do mojego Tygla.

"In the Country of Men" - Hisham Matar

Wyzwanie już jest oficjalnie zakończone, jednak pozostała mi jedna powieść do zrecenzowania, którą przeczytałam na początku grudnia. Nie ze wszystkim wyrobiłam się do końca roku, teraz więc nadrabiam zaległości.

O Libii wiem niewiele. W mediach informacje na temat życia w tym rządzonym przez fanatycznego dyktatora Kaddafiego północnoafrykańskim kraju nie pojawiają się często. W latach 1980-tych wielu Polaków wyjeżdżało do Libii "na kontrakty", moja koleżanka licealna także spędziła tam swoje dzieciństwo. Z ciekawością sięgnęłam więc po nagradzaną i pozytywnie ocenioną przez wielu krytyków i pisarzy powieść Hishama Matara, opisującą dzieciństwo 9-letniego Suleimana w Trypolisie końca lata 1970-tych.

Recenzja na moim blogu.

piątek, 01 stycznia 2010
Jeszcze Afganistan i podsumowanie Pikinini

Oprócz opisanej już przeze mnie powieści Tove Jansson "Lato" (FINLANDIA), w czasie trwania wyzwania, udało mi się przeczytać jeszcze dwie książki Khaleda Hosseiniego z AFGANISTANU.

Powieści Hosseiniego nie są dla mnie literacko idealne, czasami drażnią formą, dość topornie zarysowanymi zwrotami akcji, niezręcznymi dialogami.

Nie zmienia to jednak faktu, że są całkowicie pochłaniającą lekturą od której trudno się oderwać, mówiącą o ważnych, wciąż nierozwiązanych niestety problemach politycznych i ciągle aktualnych rozterkach ludzkich.

Mnie skłoniły do głębszych poszukiwań źródeł tragicznej historii Afganistanu i do kolejnej zadumy nad kulturową odmiennością, ale i moralnym uniwersalizmem ludzkich losów.

Więcej na blogu PIKININI...

Dziękuję za ciekawe wyzwanie i możliwość przeżycia literackiej przygody w Waszym towarzystwie:)