poniedziałek, 30 listopada 2009
Przystanek trzeci

Czyli koniec podróży. Finał nastapił w Turcji. Wiecej szczegółów tutaj.

22:38, peek-a-boo , Turcja
Link Komentarze (1) »
niedziela, 29 listopada 2009
INDONEZJA i "Kind aller Völker" Pramoedya Ananta Toer

Moje azjatyckie wędrówki zaprowadziły mnie do Indonezji. Niestety nie udało mi się przeczytać tej powieści do końca, mimo że historia Indonezji żywo mnie interesuje. Zobaczcie sami, co mam na ten temat do powiedzania:)

Każdy dom potrzebuje balkonu

W ubogiej dzielnicy Hajfy otoczona kochającą rodziną dorasta dziewczynka o zielonych roześmianych oczach, w których kryje się smutek. Dziewczynka stanie się piękną młodą kobietą, tak piękną, że poślubi niezwykle bogatego i przystojnego architekta z Barcelony. Jednak bajka o Kopciuszku skończy się zbyt szybko.

Każdy dom potrzebuje balkonu to ciepła historia rodzinna, w której humor łączy się ze smutkiem, a szczęście przeplata ze łzami. Wzruszająca opowieść o cudownych latach dzieciństwa, miłości, dojrzewaniu i dokonywaniu wyborów, które rzutują na naszą przyszłość i na to, kim się stajemy.(merlin.pl)

Co by nie pisać o tej książce, mnie się bardzo podobała.  Piękna okładka i tytuł. Książka która wiele osób rozczarowała, nie wiem w sumie dlaczego, bo mnie w ogóle.  Podobał mi się zarówno klimat, sama historia, z życia wzięta przecież, wystarczy przeczytać wywiad z autorką na stronie www.nabalkonie.com. Co z tego, że może nieco patetyczna, że to już gdzieś i kiedyś było, że bajka o Kopciuszku i bla bla. Co z tego? Ktoś to przeżył i opisał. Wystarczy. Rina Frank pisze tą książkę z dwóch perspektyw i miesza przeszłość z teraźniejszością, co mi absolutnie nie przeszkadzało.

Zaczyna się tak:

"Przyszłam na świat drugiego dnia Rosz Haszana, w żydowski Nowy Rok, a dowiedziawszy się, że urodziny Ruhamy, trzeciej córki naszych syryjskich sąsiadów, zbiegają się z Tu bi-szewat, żydowskim Świętem Drzew, doszłam do wniosku, że dzieci rodzą się w czasie świąt – jak gdyby były podarunkiem od Boga. Moja siostra, starsza ode mnie o rok i osiem miesięcy, urodziła się w styczniu, bez związku z jakimkolwiek świętem religijnym, co bardzo mnie niepokoiło. Martwiłam się, że coś musiało pójść nie tak w jej przypadku i pewnie nie jest normalna. Kiedy podzieliłam się z nią obawami, moja siostra wybuchła śmiechem i z wyższością przynależną życiowemu doświadczeniu siedmioipółlatki wytłumaczyła mi, że gdyby było prawdą, że dzieci rodzą się podczas świąt, ona – będąc w brzuchu naszej matki – poprosiłaby Boga, żeby przyjść na świat w zwykły dzień, aby się wyróżnić. A On by ją wysłuchał. Trzeba przyznać, że moja siostra Józefina – nazywałam ją Seffi, ponieważ imię Józefina było zbyt trudne do wymówienia – dobrze znała Boga."

Pierwsza perspektywa to ta, gdzie narratorką jest mała dziewczynka Rina, piękna brunetka o zielonych oczach, mieszkająca z rodzicami i siostrą Józefiną w małym mieszkaniu przy ulicy Stanton w Hajfie. Mieszkanko małe, ciasne, z balkonem, który jest jedynym 'wyjściem' na inny lepszy bogatszy świat.

Podczas długich letnich wieczorów siadywało się na balkonie. Tata przynosił lampę oraz stolik i dla zabicia czasu grało się w rummy, co nie przeszkadzało rodzicom plotkować z sąsiadami z naprzeciwka. Wychodzenie na balkon było trochę jak zasiadanie przed telewizorem. Balkon był naszą prywatną telewizją z programem na żywo oraz aktorami z krwi i kości. Można powiedzieć, że to u nas, na ulicy Stanton, wymyślono reality show.

Mała wspomina różne historie, jak to mama poznała tatę, jak to tata znalazł pracę w kinie i sprawił, że stało się ono najbardziej popularnym w Hajfie miejscem, opowiada nam o barwnym życiu miasta, targach, sklepikach, brudnych czwartkach, kiedy to mama brała się za wielkie sprzątanie i pranie, a dziewczynki musiały wziąć wielką porządną kąpiel, o ubraniach z odzysku,  nowych butach, które raz kupione miały wystarczyć na parę lat. Mała Rina opowiada o swoich rodzicach, takich jacy są, o tym że wstydziła się wychodzić z matką np do lekarza, gdyż ta zawsze kłamała że ma inny numerek w kolejce niż naprawdę ma. Poznajemy kolory miasta, jego wielokulturowość, górę Karmel i panoramę miasta ze szczytu

Można wręcz poczuć zapachy potraw przygotowywanych przez matkę, usłyszeć dźwięk żetonów przy grze w rummy. Takie zwykłe codzienne życie, pełne kolorów beztroski, miłości:

""Przemierzałyśmy ulicę Stanton, bawiąc się, wymyślając historyjki, opowiadając głupstwa, stwarzając świat, w którym fikcja mieszała się z rzeczywistością. Kiedy jest się biednym, fantazjowanie trochę osładza życie i myślę, że właśnie dlatego rodzice nigdy nie zmuszali nas, żebyśmy twardo stąpały po ziemi. Na przykład kiedy mówili do nas przy stole, a my nie odpowiadałyśmy, domyślali się, że właśnie snujemy jakieś marzenia. Chwila ta była dla nas tak samo cenna jak wieczorna bajka".

Druga perspektywa to już opowieść snuta o dorosłej Rinie, snuta w 3 osobie. Opowieść o kobiecie, która poznaje bogatego Hiszpana, wychodzi za niego, rodzi mu córkę, która większość dzieciństwa spędza w szpitalu. Opowieść, w której widzimy najpierw przesadnie wystawne wesele, potem dostatnie życie młodej pary w Barcelonie, obiadki u teściów pełne wymyślnych potraw, próbę dostosowania się do tamtejszego trybu życia, walkę z chorobą córeczki, próby przyzwyczajania się do innego życia niż w biednej Hajfie, w końcu samotność, ulotność miłości, brak siły i tęsknotę za rodziną.

To co mi się jeszcze bardzo podobało, to fakt nie trzeba się wstydzić swojego pochodzenia, tak jak w przypadku Riny - rumuńskiego. Że każde społeczeństwo, nawet tak hermetyczne jak Żydzi, jest w stanie zaakceptować inność. Przecież Rina wychodzi za mąż za Żyda ale o europejskich już korzeniach.  Taki w pewnym sensie skok na drabinie statusów społecznych, który zapewni jej rodzinie inne życie,a  jednocześnie nie odbierze dumy z tego że należy się do ludu Izraela.

Może w pewnych aspektach jest to banalna historia napisana banalnym językiem, ale do mnie bardzo trafiła i nie żałuję zakupu :)

(fotki ze strony: http://www.ganbahai.org.il/en/ i http://www.parafiasucha.pl/)

Mary

17:36, 2lewastrona , Izrael
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 listopada 2009
Rumunia: Dan Lungu, Jestem komunistyczną babą!
 


Według mnie powieść znakomita! Świetnie uchwycony temat i wspaniały język to atuty tej książki. W sposób barwny, zabawny i przyjemny autor opowiada o czasach komunizmu w Rumuni i reżimie dyktatora Nikolae Ceausescu. Nie ma tu mowy o morderstwach, strachu, przelewaniu krwi. Autor opisuje świat komunistycznej codzienności z punktu widzenia zwykłego szarego człowieka borykającego się z trudami codziennego dnia. Bohaterką jest tu bowiem kobieta, która kocha komunizm, tęskni za nim i nie może pogodzić się ze zmianami, jakie nastąpiły po obaleniu Nikolae Ceausescu. Nie potrafi też zaakceptować nowego obrazu demokratycznej Rumunii. Emilia Apostole żyjąc już w wolnej Rumunii wraca do czasów swojego dzieciństwa na wsi i ucieczki do miasta, gdzie rozpoczęła naukę i poznała męża. Mimo marzeń nie podjęła studiów, bowiem na świat przyszła córka Alice, która jako młoda osoba wyjechała do Kanady i tam wyszła za mąż za Kanadyjczyka. Emilia opowiada z nostalgią o komunistycznej codzienności w pracy, gdzie praktycznie nic nie robiono a maszyny chodziły i zawsze był alkohol. Wraca do prowadzenia handlu „na lewo”, do kolejek przed sklepami. Podkreśla, że to, że jest teraz miastową panią zawdzięcza swojej ciotce Lukrecji i wujowi Andreiowi, u których mieszkała parę lat. Z obrzydliwością opowiada o życiu na wsi, robieniu kiziaku i zacofaniu.

Warto jednak zaznaczyć, że w książce odnaleźć możemy również ten straszniejszy obraz komunistycznej Rumunii. Pan Mitu często raczy współpracowników opowieściami o Securitate. Cały dział, w którym pracowała Emilia przez parę dni w szaleństwie przygotowywał się na przybycie Ceausescu. Nawet choinki trzeba było pomalować na żywszy zielony kolor, bo takie, jakie były nie podobały się osobnikowi z partii. Bohaterka opowiada również, jak jej dziecko przynosiło a kaligrafii czwórki a nie piątki, jak dzieci rodziców należących do partii. Wraca do chwil, gdy była oddelegowana do malowania komunistycznych haseł na wielkich połaciach materiału oraz wspomina jak pracowano w Wielkanocną Niedzielę i nawet nie można było spokojnie zjeść wielkanocnego śniadania.

W książce na pewno odnajdziemy zarówno szczyptę ironii na temat zmian, jakie nastąpiły w Rumunii, jak i nostalgii za tym, co minęło. Ciekawe są rozmowy matki z córką na temat polityki i światopoglądu. Alice należy, bowiem już do pokolenia tych, którzy pragną, aby ich kraj rozwijał się na drodze demokratycznej wolności. Emilia chce podczas wyborów głosować na komunistów. Twardo broni swojego stanowiska i wychwala czasy komunistyczne, gdy dobrze zarabiała, dostała mieszkanie w bloku, mogła kupić telewizor i pralkę. Nie chce widzieć drugiego oblicza komunizmu. Gdy wszyscy palili legitymacje partyjne, ona schowała ją za obraz, bo a nuż i komunizm powróci.

Niezła rumuńska proza! Polecam!
recenzja na stronie: słowem malowane
20:42, montgomerry , Rumunia
Link Dodaj komentarz »
Człowiek się zmienia po tym jak ujrzy kaspijskie marzenia

Powieść będąca zarazem odkryciem nieznanego szerzej Iranu, jak i zaproszeniem do fascynującego, lecz tragicznego świata młodej dziewczyny, która walczy o szczęście wbrew przeciwnościom narzucanym przez tradycję, kulturę i los. (merlin.pl)

Kolejna książka, przy czytaniu której nóż się w kieszeni otwiera. Bo kiedy czytam o kobiecie, młodej kobiecie 16 czy 17 letniej o imieniu Bahar,  która wychodzi za mąż za starszego i bogatego mężczyzna Omida i ma nadzieję że przez to jej życie stanie się lepsze a tak nie jest, bo nadzieja matką głupich i nadzieja złudną jest, to szlag trafia.

Kobieta która marzy o tym by skończyć szkołę, potem zostać nauczycielką, stać się kobietą nowoczesną, normalną a dostaje tylko sygnały że powinna siedzieć w domu, usługiwać, gotować i sprzątać no bo "jest tylko żoną", a "żony nie mają innego wyboru, jak być posłuszne. Nikt nie oczekuje od życia, że będzie szczęśliwe".

Bahar staje się powoli smutna, zduszona w swoich pragnieniach i marzeniach i zagubiona. Mając 16 lat obserwuje rodzinę swojej matki gdzie kobiety są poniżane, bite i drżą z przerażenia.

"Niegdyś nie przeszkadzało mi, że członkowie rodziny mojej matki są dziwni. Ta dziwność czyniła ich zarazem fascynującymi, zupełnie jakby byli bohaterami jakiejś opowieści, tragicznymi i przykuwającymi uwagę. Nie przyszło mi nawet na myśl - przynajmniej z początku - że to cecha dziedziczna, że i ja będę inna niż wszyscy i dziwna, że poznam, co to samotność żyjących z klątwą".

Po ślubie, myśli sobie "Trzymaj oczy mocno zamknięte". Dlaczego? Dlatego że wyobraźnia pozostaje jej jedynym sposobem na spełnienie marzeń... Jaki kolor uwielbia Bahar? Kaspijską zieleń. Kiedy dostaje jeszcze wtedy od narzeczonego piękny zielony materiał na suknię łudzi się że to nadzieja na lepsze życie, bo jest to materiał "zielony jak szmaragdy, jak las nad Morzem Kaspijskim, jak wody tego morza w samo południe. Nigdy nie była poza Teheranem; nie ma pojęcia jak wygląda Morze Kaspijskie - widziała je tylko na zdjęciach. Nie wie, jak to jest oddychać przesyconym solą powietrzem, spać pod prześcieradłem nasiąkniętym rosą i budzić się z piaskiem we włosach. Potrafi sobie to jednak wyobrazić, w czym wydatnie pomaga jej lektura wielu książek. Oczyma wyobraźni widzi cień gór, gładką niczym szkło wodę, srebrzyście połyskującą w promieniach słońca i odbijającą złotożółte łodygi rosnącego wzdłuż brzegów ryżu"

Niestety po ślubie, kiedy mąż zaczyna ją zdradzać z piękną Nijaz napotkaną przypadkiem w sklepie jubilerskim, Bahar stwierdza że "wciąż stoi u bram wymarzonej krainy i raczej nigdy ich nie przekroczy, gdyż również marzenia - a może przede wszystkim one - mają swoje ograniczeni. "

To dlatego rodzi się w niej gniew. Próbuje dotrzeć do serca męża, próbuje walczyć ze swoją rywalką, zachodzi nawet w ciążę by dać Omidowi upragnionego potomka, niestety rodzi się córka Yass. Dziewczynki jak wiadomo są tylko dziewczynkami "nie ma z nich żadnego pożytku, a wiąże się z nimi wstyd i kłopoty".

Potem, już z perspektywy córki oglądamy historię Bahar i jej męża. Bahar powoli zrzuca wszelką winę i niepowodzenia na córkę, próbująca stać się świadomie i nieświadomie spoiwem między matka a ojcem, niemniej jednak to niej skupiają się ciosy, rany, smutki i krzywdy.

Książka przepięknie napisana z wielką dbałością o detale, język, nie jest to historia opptymistyczna niemniej jednak cały czas dająca nadzieję i pokazująca współczesny Iran, gdzie tradycja miesza się z nowoczesnością, gdzie widzimy jak szybko można założyć i zniszczyć rodzinę. Piękna książka, mimo smutku, piękna. Bardzo dobrze się czyta. Bardzo polecam.

Mary

13:16, 2lewastrona , Iran
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 listopada 2009
Sól i Szafran, Kamila Shamsie

Na taką książkę miałam ostatnio ochotę i takiej potrzebowałam. "Sól i Szafran" Kamili Shamsie jest zarówno egzotyczna jak i uniwersalna; na tyle lekka, żeby sprawiała niekłamaną przyjemność bez zbytniego wysiłku, na który ostatnio ciężko byłoby mi się zdobyć, a jednak poruszając kilka istotnych tematów; aż wreszcie dość cienka, więc przeczytałam ją szybko, co też mi odpowiada w obecnej chwili. Nawet odeszłam od czytania wyłącznie w środkach komunikacji, do czego ostatnio się ograniczyłam, przyznaję ze wstydem. Ponieważ jednak w przyszły czwartek wreszcie będę musiała zaprezentować nieistniejący fragment mojej pracy magisterskiej oraz równie nieistniejące badanie, po tym dniu moja sytuacja czytelnicza powinna się zdecydowanie poprawić... Na to liczę, a tymczasem polecam "Sól i Szafran"!

Cała recenzja na Herbatnikach.

23:32, mandzuria23 , Pakistan
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 listopada 2009
Miasto i psy

Miasto i psy (La ciudad y los perros), Mario Vargas Llosa, przełożył Kazimierz Piekarec, Kolekcja Gazety Wyborczej

Miasto i psy

Książka, która otworzyła peruwiańskiemu pisarzowi drogę na literacki parnas i wzmogła falę mody na powieści iberoamerykańskie. Latynoamerykański macho, jakim był ojciec Maria, chciał wychować syna na mężczyznę i zdusić w zarodku podejrzane tendencje do pisaniny, więc wysłał go do szkoły wojskowej. Te kilka lat dostarczyło synowi inspiracji, która utwierdziła go tylko w literackiej karierze.

Miejsce akcji to głównie Szkoła Wojskowa im. Leoncia Prado, wysłani tam młodzieńcy zwykle słyszeli od rodziców, że to uczyni z nich prawdziwych mężczyzn, większość z nich nie miała innego wyboru dalszej drogi edukacji. Szkoła jest miejscem kosmopolitycznym, uczęszczają do niej biali, czarni, górale - młodzieńcy ze wszystkich stron kraju, wszyscy muszą dorosnąć, zmierzyć się z wzajemną bezwzględnością i niechęcią. Jednak wojskowy dryl, koszarniaki, surowość przełożonych nie są w stanie ograniczyć młodzieńczej fantazji i energii. Dyscyplina to tylko pozór, który doprowadza do coraz większej degeneracji chłopców. Bezlitosny regulamin, który ma przystosować tak odmienne i niezależne jednostki jakimi są dorastający kadeci przynosi skutek wręcz odwrotny. Pierwsze roczniki przechodzą przez coś, co my nazywamy falą, jednak nie wszyscy się jej poddają, nasi bohaterzy zawiązują organizację Koło, której charyzmatycznym przywódcą staje się Jaguar, najsilniejszy i najbardziej szalony kadet. Przejmują handel tytoniem i alkoholem, wymykają się do miasta, kradną pytania testowe - kontrabanda kwitnie. Jednak ostatnia kradzież zadań egzaminacyjnych doprowadza do tragedii, której ofiarą staje się Niewolnik, najwrażliwszy z chłopców. Jego polubowne zachowanie i uczciwość nie przysporzyła mu przyjaciół, a samych dręczycieli. Taka nieprzystosowana jednostka, wiecznie tkwiąca w innym świecie, budzi podejrzliwość otoczenia przyzwyczajonego do brutalności życia, cwaniactwa, wykorzystywania słabszych.

c.d. Śmietanka literacka

09:34, bsmietanka , Peru
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 listopada 2009
Czarownica Nanga. Baśnie afrykańskie - K.S. Kamanda/ Milos Koptak

Dla mnie Afryka to peryferie. Odkrywam je z moim dzieckiem i egzotyczną książką. Recenzja na moim blogu Półeczka z książkami.

niedziela, 22 listopada 2009
Mistrz opowieści

   To wyzwanie okazuje się dla mnie wyjątkowo owocne, ponieważ każda kolejna książka, którą w jego ramach czytam, otwiera jakieś nowe światy, zarówno pod względem kulturowym, jak i literackim. "Hakawati. Mistrz opowieści" to pięknie wydana opowieść o mocy opowieści, która oprócz analizy roli, jaką opowieści odgrywają w naszym życiu, otwiera okienko na kompletnie nam nieznany świat tradycyjnego życia w Libanie. Znakomicie napisana, wciągając książka, do której będę z pewnością wracać. Pełna recenzja na moim blogu - zapraszam!

Afganistan: Księgarz z Kabulu - Åsne Seierstad

Sięgając po książkę, zachęcona tytułem i opisem na skrzydełku okładki, spodziewałam się opowieści o pracy księgarza we współczesnym Afganistanie. Pracy z pewnością bardzo trudnej i wymagającej wielkiej wytrwałości w kraju gdzie większość ludzi nie potrafi pisać ani czytać.

Reszta na moim blogu .

 
1 , 2 , 3 , 4