środa, 30 grudnia 2009
Podsumowanie

Jeszcze jedno podsumowanie

Tym razem, podobnie jak w „pierwszych” wyzwaniach zrealizowałam 100% planu. Osiągnęłam to w prosty sposób - listę utworzyłam na podstawie skompletowanych wcześniej  książek.

Ostatnia przeczytana w ramach tego wyzwania książka, to Sekret holenderskiej autorki Anny Enquist.

Opowieść o pianistce, która poświeciła się muzyce, rezygnując dla niej z życia osobistego. O końcu kariery zadecydowały za nią jej stawy, dzięki czemu pod koniec życia, nieoczekiwanie dostała od losu dużo czasu na zastanawianie się nad swoimi wyborami. Poznajemy ją tuż przed wybuchem II wojny światowej, gdy zaczyna lekcje gry na pianinie. Potem uczestniczymy w najważniejszych wydarzeniach jej życia (z tym że nie są one opisane w żadnym porządku chronologicznym). Już na początku książki wiadomo, że chce się z nią spotkać mężczyzna, z którym jak się potem dowiadujemy, kiedyś była mocno związana i którego porzuciła dla tournee w Ameryce. Opowieść z cyklu – co by było gdyby było. Książkę czyta się miło. Mnie przeszkadzało momentami tłumaczenie, ale też nie aż tak, by mi zabierało radość czytania.

O kobietach były jeszcze dwie książki jedna, która mi się podobała: z Senegalu Ken Bugul Ulica Felix-Faure i jedna, którą z trudem doczytałam do końca: z Południowej Korei, Oh Jeonghui - Miłość zeszłej jesieni i inne opowiadania.

W ramach wyzwania przeczytałam jeszcze fajną przygodową książkę z Libanu: Jocelyne J. Awad - Rozdroże Proroków i bardziej skłaniającą do zadumy nad piekłem Bliskiego wschodu, Palestyńczyka Said Kaszua - Arabowie tańczą.

Kilka dni temu przeczytałam książkę bardzo pasująca do tego wyzwania (z tym, że ponieważ Afganistan już wcześniej nie był dla mnie białą plamą, nie doliczyłam jej do wyzwania). Kamień cierpliwości Atiq Rahini (w zeszłym roku dostała Nagrodę Goncourtów).

Bardzo krótka opowieść - niejedno opowiadanie jest dłuższe. W pustym domu, w wyludnionej dzielnicy (mieszkańcy uciekli z powodu zbliżającego się frontu) ona opiekuje się nieprzytomnym, znajdującym się w śpiączce mężem. Trochę z nudów, trochę z samotności, po raz pierwszy w jego obecności panując nad sytuacją, zaczyna swoją opowieść ... Robi duże wrażenie. Polecam.

wtorek, 29 grudnia 2009
Ostatni będą pierwszymi - Elina Hirvonen, "Przypomnij sobie"

Tak. Tak.

Jak to jest, że ile razy coś zaplanuję, to wszystko sprzysięga się przeciw mnie? Czas odrobić lekcję pod tytułem "Planowanie" i wbić sobie do głowy, żeby żyć tak z dzień, dwa naprzód.

Mam nadzieję, że mimo upływu terminu nikt mnie nie zlinczuje, jeśli dodam kilka słów o książkach, które jeszcze do mnie nie wróciły.

 

Wytrzymam ten dzień. Oto zapach rozgrzanej na słońcu psiej kupy i wilgotnej ziemi. Zgarbiona kobieta w śniegowcach z lat osiemdziesiątych i dziecko ubrane w ocieplane spodnie, które wysuwa język ku wąsom po lodach okalającym usta. Oto długie przedpołudnie, kiedy nie trzeba spoglądać na zegarek.¹

W zwyczajny, pachnący psią kupą dzień Anna nad “Godzinami” Michaela Cunninghama prowadziła mnie przez swoje życie. Już po wysłuchaniu kilku zdań płynących z jej ust wiedziałam, że trzeba będzie poszukać w torbie chusteczek – dla niej, a może dla mnie. I jeszcze to napomknięcie o Virginii Woolf, na której fotografię tak często zerkam i jej kieszenie pełne kamieni. Kieszenie, które zabrała ze sobą woda. (...)

Całość tutaj

Indie. R.K. Narayan "The Painter of Signs"

 

Painter of Signs (Malarz Szyldów) R. K. Narayan

Robienie czegoś w ostatniej chwili to niewątpliwie moja specjalność... Zatem zapraszam do kolejnej indyjskiej podróży. Tym razem już nie do Delhi, ale do mniejszego miasteczka i na indyjską wieś, bo tam osadzona jest fabuła pełnej humoru, słodko-gorzkiej powieści R.K. Narayana "The Painter of Signs" (książka ukazała się w Polsce w latach 80-tych pod tytułem "Malarz Szyldów").

"The Painter of Signs" to opowieść pełna zapachów i smaków. Rzeczywistość zatrzymana jest w zmysłach: w przyprawach używanych przy gotowaniu potraw przez religijną ciotkę Ramana, w wilgoci wiejskiego lasu, w gorącu piaszczystej drogi, w straganach na rynku i oczywiście w farbach, które używa Raman do malowania szyldów.

Na ciąg dalszy zapraszam do Tygla.

PERYFERIA: koniec bez końca

Plan, jak być może niektórzy pamiętają, był ambitny. Wykonanie bynajmniej nie rozczarowuje, tyle że z pierwotnymi założeniami to ono za wiele wspólnego nie miało ;) Czytanie rozłożyło mi się dość różnorodnie. Znalazło się trochę egzotyki, ale zaglądnęłam też do europejskich państw, z których literatura, z niewiadomych przyczyn, nie trafiała w moje ręce. Cała lista prezentuje się tak:

Niestety cztery ostatnie pozycje nie doczekały się do tej pory recenzji, i raczej marne szanse, by zmieniło się to w tym roku... Pozostaje mi więc tylko zobowiązać się do nadrobienia zaległości w 2010 !

A następnym razem już chyba nie będę planować ;)

Padmo droga! Dzięki serdeczne za organizację! Podziwiam, że to wszystko ogarniasz ;):) I dzięki wszystkim za towarzystwo i inspiracje, które powodują, że peryferyjne wyzwanie zdaje się nie mieć końca. Ja przynajmniej ciągle mam chęć na odkrywanie kolejnych niezbadanych zakątków literackich, czego i wam życzę!

poniedziałek, 28 grudnia 2009
Podsumowanie

Zaplanowałam dużo, niewiele się udało przeczytać. :(

Miało być:

B - Boliwia (Ameryka Południowa): Śmierć na ulicy Unzueta / Edmundo Paz Soldán

I - Islandia (Europa Północna): Duszpasterstwo koło lodowca / Halldór Kiljan Laxness (właśc. Halldór Guðjónsson)

G - Gwatemala (Ameryka Środkowa): Niejaka Mulatka / Miguel Ángel Asturias

N - Nigeria (Afryka): 19 współczesnych opowiadań nigeryjskich

P - Peru (Ameryka Południowa): Głębokie rzeki / José María Arguedas Altamirano

T - Tajlandia (Azja): Listy z Bankoku / Botan (pseud. Supa Sirising)


Z tego udało mi się przeczytać jedynie
19 współczesnych opowiadań nigeryjskich, o których napisałam TUTAJ. Bardzo wartościowa i ubogacająca lektura.

Zaczęłam też Duszpasterstwo koło lodowca. Niestety nie udało mi się jej przeczytać - odpychał mnie archaiczny język i do tego określanie magnetofonu "dzwiękopisem". Niemniej chcę ja przeczytać mimo wszystko, rzadko bowiem zostawiam książki niedokończone.

Z pozostałych Śmierć na ulicy Unzueta i Niejaka Mulatka czekają na półce na swoją kolej - opis znajdzie sie na moim blogu (Wernerkowa ksiażkomania). Zapraszam.

Zostały jeszcze Głębokie rzeki i Listy z Bankoku, które sa na mojej liście do przeczytania i nie mam zamiaru z nich rezygnować. :)

Podsumowanie wyzwania, to równiez czas na podziękowania.

Dziekuję więc PADMIE za zorganizowanie wyzwania. Bardzo mnie ono ubogaciło i poszerzyło moje czytelnicze horyzonty. Nie mówiąc już o zrobieniu "chętki" na przeczytanie kilku z opisywanych tutaj ksiażek.

Dziękuję wszystkim za wspólne czytanie i czekam na więcej ...

"Kto ze mną pobiegnie", D. Grosman i podsumowanie

"Kto ze mną pobiegnie" Dawida Grosmana (Izrael) to moja ostatnie tego roku podróż na obce i nieznane terytoria literackie. Strasznie mi wstyd się przyznać, ale ostatnie miesiące nie okazały się dla mnie zbyt obfite w czas i ochotę do czytania... Jednym słowem nie przeczytałam tej książki - zatrzymałam się na ok. 100 stronie i dalej ani rusz. Mówi się trudno, byłam pewna, że poradzę sobie z tym wyzwaniem.  O mojej przygodzie z tą pozycją możecie przeczytać TUTAJ.

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dzięki temu wyzwaniu jestem bogatsza o kilka pozycji literackich z krajów, których utworów jeszcze nie czytałam. A są to między innymi:

"Czarny domek" S. Komarka (Czechy)

"Historia z chmury" M. Ivaskieviciusa (Litwa)

"Nie każ mi tutaj umierać" R. Lapcharoensap (Tajlandia)

"Psalm u kresu podróży" E. H. Fosnes (Norwegia)

 

Dziękuję padmie za możliwość udziału w tej ceikawej przygodzie, pozdrawiam wszystkich serdecznie i mam nadzieję do usłyszenia niebawem :)

pozdrawiam!

 

13:46, paideia
Link Dodaj komentarz »
Indie. William Dalrymple - "City of Djinns. A year in Delhi"

William Dalrymple City of Djinns

Delhi ze względu na historię pozbawione jest naturalnego, miejskiego, rozrastającego się piękna. Ma śliczne miejsca, ale one potrafią niknąć w jego wielkiej, niszczonej tyle razy gardzieli.  To miasto, które żyje prawdziwym, pięknym życiem tylko w pamięci tych, którzy niegdyś je tworzyli, ale którzy w przeważającej większości już nie mieszkają w Delhi. "I had been living in Delhi for some months before I began to realize quite how many of the people I met every day were Partition refugees." ("Dopiero po kilku miesiącach mieszkania w Delhi zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, jak wielu ludzi, których spotykałem każdego dnia, było uchodźcami z czasów Podziału. [Chodzi o podział na Indie i Pakistan z 1947 roku, który dokonał się przy rozlewie krwi - przyp. aut.] - pisał William Dalrymple w znakomitej książce - zapisie jego rocznego pobytu w Delhi w latach 90-tych - zatytułowanej "The City of Djinns" (Miasto dżinów). Dzisiejsze Delhi tworzą głównie przyjezdni, przyjeżdzający do miasta od lat 40-tych. Dla nich historia tego miejsca, nie jest właściwie ich historią. Ich prawdziwe, darzone miłością ojczyzny są m.in. w północnych stanach, w miastach dzisiejszego Pakistanu, do którego nie wolno im wrócić.

Dlatego żeby zrozumieć Delhi, dostrzec piękno jego siedmiu miast, trzeba szukać głęboko pod powierzchnią dzisiejszej stolicy. Trzeba rozmawiać z tymi, którzy są częścią jej historii, posłuchać zapisków dawnych podróżników. I nikt nie zrobił tego lepiej niż właśnie William Dalrymple. Jako młody chłopak mieszkając przez rok wspólnie ze swoją żoną u rodziny Sikhów niedaleko enklawy sufich Nizamuddin w południowym Delhi, oddał się poszukiwaniom, rezultatem których stał się ten żywy, niezwykle ludzki portret miasta pokrojonego w czasie na kawałki.

Na dalszy ciąg recenzji połączony z impresjami z pobytu w Delhi zapraszam do Tygla.

niedziela, 27 grudnia 2009
Koniec przygody peryferyjnej

Planowałam przeczytać więcej książek niż mi się to ostatecznie udało, ale i tak nie mam sobie nic do zarzucenia. Zasady mówiły o trzech lekturach, postawiłam sobie za cel siedem, skończyło się na pięciu i pół. A dlaczego pół, zaraz wyjaśnię.

Mam za sobą następujące książki:

Maroko - Tahar Ben Jelloun "To oślepiające, nieobecne światło"

Libia - Hisham Matar "In the Country of Men"

Tajlandia - Rattawut Lapcharoensap "Sightseeing"

Węgry - Antal Szerb "Journey by Moonlight"

Rumunia - Mircea Cartarescu "Nostalgia"

(coraz mniej białych plam na mojej literackiej mapie świata :))

Wprawdzie "The Boat" wietnamsko-australijskiego pisarza, Nama Le, mam na półce, to jednak odwlekałam lekturę tych opowiadań i nie wyrobiłam się przed końcem wyzwania. Miałam dobre chęci, by skończyć także "The Railway" uzbeckiego autora Hamida Ismailova, ale poległam w połowie, po ponad stu stronach. Przestałam śledzić rozwój wydarzeń, mnogość postaci męczyła mnie, gęstość narracji także, i nie udało mi się nabrać żadnego stosunku emocjonalnego do lektury. Żadnego. Dlatego dałam sobie spokój. Szkoda mi tej książki, bo liczyłam na ciekawe doświadczenie.

Powieść Hishama Matara "In the Country of Men" przeczytałam na początku grudnia, ale z różnych względów nie zdążyłam zamieścić wtedy recenzji, zrobię to jednak zaraz, mimo że oficjalnie wyzwanie zostało zakończone.

Dziękuje Padmie za sprawną organizację i umiejętność zaangażowania tylu czytelników (z każdym wyzwaniem przybywa miłośników książek, co cieszy zapewne nie tylko mnie). Osobom biorącym udział w wyzwaniu gratuluję wiele przeczytanych książek i dziękuję za wspólną zabawę.

Podsumowanie
Przy tym wyzwaniu postanowiłam iść na tak zwany żywioł. Innymi słowy, nie popełniłam żadnej listy, nie składałam żadnych deklaracji. (Myślę, że podobną metodę zastosuję do przyszłych ewentualnych wyzwań, bo dobrze mi z nią :))

W ramach czytelniczego zwiedzania nieznanych mi dotąd zakątków świata przeczytałam:
* Korea: Young-ha Kim - "Mogę odejść, gdy zechcę"
* Izrael: Alona Kimchi - "Płacząca Zuzanna"
* Singapur: Hwee Hwee Tan - "Foreign Bodies"
* Nigeria: Chimamanda Ngozi Adichie - "Fioletowy hibiskus"
* Egipt: Andr
é Aciman - "Wyjście z Egiptu"
* Pakistan: Kamila Shamsie - "Sól i szafran"

Przyznaję przy okazji, że o "Płaczącej Zuzannie" zapomniałam wspomnieć na wyzwaniowym blogu.

Swoją drogą - to wyzwanie mogłoby jak dla mnie nie mieć końca. Przecież obcych nam literacko zakamarków jest jeszcze na tym świecie mnóstwo!

Padmie, naszej dzielnej i pomysłowej organizatorce wyzwania, oraz wszystkim współuczestnikom dziękuję za literackie inspiracje, podniety i kubły zimnej wody ;)


Zatem - do następnego! :)

piątek, 25 grudnia 2009
Moje podsumowanie

I nadszedł czas na podsumowanie.

Tym razem nie przygotowywałam żadnej listy. "Otworzyłam" się na to, co przyniesie mi czas :) Trochę pomogła promocja w jednym ze sklepów internetowych ;)

I tak poznałam literaturę z takich krajów, jak:

- Gwadelupa - "Ja, Tituba, czarownica z Salem" Maryse Conde

- Sierra Leone - "Kamienie przodków" Aminatta Forna

- Serbia - "Powrót do domu" Natasha Radojcic - Kane

Bardzo się cieszę, że znowu udało mi się wytrwać w wyzwaniu i je wypełnić. Dziękuję pięknie Padmie za organizację, współuczestnikom za inspiracje.

No i nie mogę się oczywiście doczekać następnych wyzwań - pustka się robi - po kolorach i peryferiach...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7