piątek, 30 października 2009
Hakawati. Mistrz opowieści - Rabih Alameddine

Opowieść powinna urzekać. Do opowiadania trzeba mieć dar. Nie wystarczy klepać puste słowa. Omamić słuchacza. Taaak. Zaczarować go. Przywiązać do siebie. To sztuka. A nie każdy to potrafi. Wiele historii jest oklepanych, pospolitych. Banalnych. Opowiedzieć taką rzecz, która przeżyje wiele lat. Tysiąc lat. Historię przekazywaną z ust do ust. Dalej i dalej. I zachwycać się nią, odkrywać ciągle na nowo. Fiu, fiu – któż to dzisiaj potrafi? Recenzja na moim blogu.

czwartek, 29 października 2009
Być nie tylko sobą. "Sól i Szafran" Kamili Shamsie

Sól i szafran

Sól i szafran – dwie, całkowicie odmienne substancje. Sól – prosta, pospolita, lecz niezbędna. Szafran – szlachetny i wyrafinowany, mile łechcący podniebienie.  O tym właśnie jest powieść Shamsie – o ścieraniu się przeciwieństw, o próbie zrozumienia tego, co inne, o potrzebie świeżego spojrzenia na stare schematy, o złamaniu i wyciągnięciu na światło dzienne rodzinnego tabu i uczynienia z niego wartości, która wykracza poza zwykłe klasowe podziały. To jest powieść o miłości i potrzebie bycia „czymś więcej niż tylko sobą”.

Spotkanie z pakistańską pisarką na początku było trudne i pełne wzajemnej nieufności. Po kilku stronach zdążyłam już pomyśleć: nieodrodna córka Pamuka (a co, skoro krytyka literacka jak zwykle nie mogła sobie odmówić marketingowego porównania recenzowanej książki do stylu któregoś pisarza z Wielkiej Tradycji – tym razem, ba, do samego Salmana Rushdiego! –  to ja po raz kolejny przywołam Pamuka, którego jeszcze nie odchorowałam i zapewne jego cień przemykać będzie przynajmniej do końca tego roku, a.d. 2009).

Aliya, 22-letnia studentka, dziewczyna z „wyższych sfer”, wprowadza nas bardzo karkołomnie w dzieje wielkiego rodu Dard-e-Dilów, do którego sama należy. Mnóstwo krótkich opowieści, rodzinnych anegdot, egzotycznych imion (które zaraz po ich przeczytaniu w magiczny sposób ulatniają się z pamięci); historia, tło polityczne i nastroje rewolucyjne towarzyszące odłączeniu się Pakistaniu od Indii w 1947 roku. Wszystko przyprawione szczyptą problematyki postkolonialnej (na linii – państwa Trzeciego Świata kontra Europa i USA) oraz klasowej (na linii – arystokracja, którą reprezentuje rodzina Aliyi kontra klasa, powiedzmy, robotnicza). Ufff... dużo tego. Na szczęście Shamsie wprowadza wątek miłosny, który prowadzi w sposób bardzo subtelny i nieprzegadany.

Pierwsza połowa powieści była powolnym oswajaniem się. Jeśli miałabym przyrównać „Sól i szafran” do którejś z książek polskiej, współczesnej, młodej prozy (ale tylko w celach komparatystycznych), wybrałabym „Lalę” Jacka Dehnela. Po pierwsze, w książce Shamsie daje się wyczuć szczególne napięcie pomiędzy narratorką Aliyą a jej babcią – Dadi – która obecna jest w pierwszej części jedynie w opowieściach wnuczki. Shamsie zarysowuje między nimi konflikt, wokół którego buduje otoczkę tajemnicy, wbudzając ciekawość czytelnika do wydarzeń mających miejsce w niedalekiej przeszłości. Po drugie, prawie wszystkie rodzinne opowieści Aliya zna właśnie od babci, po trzecie natomiast, tytułowa bohaterka „Lali” i jej rodzina także należą do arystokracji, a sam Dehnel nie pomija wątku relacji pomiędzy dworem a wsią.

W drugiej połowie powieści napięcie budujące powieść Shamsie przechodzi z Dadi na Mariam Apę, z którą Aliya jest bardzo silnie związana emocjonalnie i wokół której w zgrabny sposób pisarka owija nić rodzinnej tajemnicy, intrygi, wręcz sensacji. Narracja Shamsie od tego momentu staje się płynna i bezproblemowa w odbiorze. Nie jestem pewna, czy to jedynie efekt oswojenia się z lekturą czy raczej bezwiedne działanie pióra Shamsie.

Zastanowiłabym się jednak, czy nie jest to jednak celowy zabieg, mający odzwierciedlić to, co dzieje się z Alyią. Dziewczyna początkowo jest życiowo zagubiona i emocjonalnie niestabilna. Nie jest pewna, czy poglądy, które reprezentuje należą do niej czy raczej stanowią rodzinny spadek. Nie ma wątpliwości co do tego, że Aliya się zmienia i dojrzewa, zadając pytania i szukając odpowiedzi w niezliczonych opowieściach, których alegorią jest jedzenie i wzbogacające je przyprawy. Sól i szafran – dwie, całkowicie odmienne substancje. Sól – prosta, pospolita, lecz niezbędna, którą zauważamy dopiero wtedy, gdy jej nie ma. Szafran – szlachetny i wyrafinowany, mile łechcący podniebienie.  

O tym właśnie jest powieść Shamsie – o ścieraniu się przeciwieństw, o próbie zrozumienia tego, co inne, o potrzebie świeżego spojrzenia na stare schematy, o złamaniu i wyciągnięciu na światło dzienne rodzinnego tabu i uczynienia z niego wartości, która wykracza poza zwykłe klasowe podziały. To jest powieść o miłości i potrzebie bycia „czymś więcej niż tylko sobą”. Wiem jedno –  Shamsie nie jest niczyją „córą”. Jest sobą. A dzięki swojemu pisaniu także „czymś więcej”. Na pewno sięgnę po drugą książkę pisarki, „Kartografię”. 

Kamila Shamsie, „Sól i szafran”, przeł. K. Maciejczyk, Red Horse.

Źródło: www.bredablik.blogspot.com

 

20:27, annaliwia , Pakistan
Link Komentarze (2) »
środa, 28 października 2009
Rina Frank, Każdy dom potrzebuje balkonu

Jeżeli rodzina gościła Ionesco, jeżeli ojciec oprowadzał go po Hajfie, jeżeli w Krzesłach dostrzega się się fragmenty domu, to trzeba zostać pisarką i pisać. Rina Frank swoją debiutancką książką zwróciła na siebie uwagę w Izraelu. Moją - intrygującym tytułem, ale też moje oczekiwania wobec niej były większe.

"Balkon był witryną, gdzie wystawiało się własne życie jak pościel, którą układało się każdego dnia na balustradzie, by ją przewietrzyć."1 Spodobało mi się to sformułowanie, więc z uwagą śledziłam rolę balkonu w opowieści. Zbyt dosłownie traktowała go  jednak autorka w zmieniających się domach, a czytelnik, jeżeli chce, może dopatrywać się sensu przenośnego w przedstawianych zdarzeniach z życia codziennego. Wtedy ów balkon, przedłużenie pokoju, staje się wyjściem rodziny ku społeczności lokalnej, podkreśleniem związków rodziny z ojczyzną. Górnolotnie? No cóż, tak po prostu jest. (...)

Ciąg dalszy na blogu.

Pchli pałac

Pchli pałac (Bit Palas), Elif Safak, przełożyła Anna Akbike Sulimowicz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009

Pchli pałac

Pisarze tureccy powoli zdobywają sobie popularność w naszym kraju, a Elif Safak jest jedną ze sławniejszych autorek tej narodowości. Wydawnictwo podaje, że w Turcji uznawana jest za drugą, po Orhanie Pamuku, "literacką gwiazdę znad Bosforu". Ja bym ją raczej nazwała bajarką, wszystko przez jej charakterystyczny styl, językową rozwlekłość, erudycję, niekończące się opowieści i opowiastki. Już we wstępie, autorka pisze, że jej bujna wyobraźnia przekłada się na historie, które są niczym okrąg, nie mają początku ani końca, nie są kłamstwem ani prawdą.

Elif Safak bohaterami swojej książki uczyniła mieszkańców Kamienicy Cukiereczek, w różnych momentach ich egzystencji. Każdy z nich ma za sobą jakąś historię, dla niektórych nastąpią pewne zmiany, ale wszystko to, co się dzieje, jest jedynie wycinkiem ich życia, które potoczy się dalej. Ramami dla tych opowieści jest historia budynku, w którym mieszkają, ale sama w sobie też nie mająca konkretnego zakończenia. Jesteśmy tylko obserwatorami, którzy na chwilę wtargnęli w życie dziwacznych lokatorów, poznali ich sekrety i ponownie się oddalili. Wszystkie postacie są malownicze, mają ten charakterystyczny rys jaki nadała im autorka, a jaki sprawia, że żyją, borykając się ze swoimi problemami, w mikro-świecie jakim jest stara kamienica.

Jest samotny mężczyzna, który właśnie się rozwiódł, kobieta, która zorientowała się, że wyszła za mąż za drania, pani domu z manią czystości, nieszczęśliwa staruszka kolekcjonująca śmiecie, fryzjerzy bliźniacy będący centrum "kulturalnym" tego małego świata itd. Jednakże mimo całej urokliwości tej książki niektóre z historii mogą znużyć niejednego czytelnika, wiele z nich nie prowadzi do nikąd, nie we wszystkich tkwi magia. Lokatorzy tkwią zawieszeni w swoim życiu niczym w próżni, niezdolni do konkretnych działań, mimo przykrej rzeczywistości akceptują ją, problemy traktując jak preteksty do narzekania. Wszyscy bezwolnie poddają się swojemu losowi i utartym przyzwyczajeniom.

Śmietanka literacka

13:03, bsmietanka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 października 2009
Dwa Światy
MOST NA DRINIE

To moja duga książka z wyzwania peryferjnego. Most na Drinie został zbudowany przez wezyra imperium ottomańskiego stanowi granicę, a zarazem i nic łączącą Bośnię i Serbię, chrześcijański zachód i muzułmański wschód, których wciąż płynne granice sprowadzały na Visegrad wojny. Most, od czasu swego powstania- gdzieś w połowie XVI wieku, aż do Pierwszej Wojny Światowej, gdy został zniszczony, jest w powieści sceną, tłem wszystkich wydarzeń.  Na resztę recenzji zapraszam na mojego bloga

www.manuskrypt.wordpress.com

23:18, manuskrypt1 , Serbia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 października 2009
Afganistan: "Kamień cierpliwości", Atiq Rahimi

To jest właśnie Syngue Sabor, mityczny kamień cierpliwości. Tutaj zawoalowany pod postacią rannego bojownika postrzelonego w głowę. Nieprzytomny mężczyzna, najprawdopodobniej w śpiączce, leżąc w ciasnym pokoju, gdzieś w Afganistanie, pochłania zwierzenia opiekującej się nim żony. Naokoło trwa wojna, a nieustanne eksplozje zabijają ludzi i ich marzenia. Więcej TUTAJ.

 

Chłopiec z latawcem, Khaled Hosseini

"Afganistan, zima 1975 roku. Gasnąca monarchia chyli się ku upadkowi. Ale dwunastoletni Amir, syn bogatego biznesmena z Kabulu, ma własne troski. Desperacko pragnie wygrać doroczne zawody latawców, by udowodnić ojcu, że jest wart jego uwagi i pochwały. On i jego przyjaciel marzą o zwycięstwie. Żaden z chłopców nie potrafi jednak przewidzieć, co wydarzy się owego tragicznego popołudnia. Ten dzień na zawsze zmieni ich życie. Nawet po latach, z dala od Afganistanu, Amir będzie wiedział, że kiedyś musi wrócić by odnaleźć jedyną rzecz, jakiej nie znalazł w swym nowym świecie: odkupienie..."

Amber, 2005

 

Jest o książka o błędach, jakie popełniamy w młodości, gdy jesteśmy jeszcze niedojrzali, gdy uczymy się poprzez doświadczenie. Któż z nas nie wspominał kiedyś swojej przeszłości, żałując, że zrobił to, czy tamto? To przecież takie ludzkie. Nie zawsze jednak mamy szansę to naprawić.

Bohater powieści- Amir- przechodzi przez proces: wina-kara i wreszcie... odkupienie.

Znajdziemy tu również przyjaźń dwóch chłopców na tle Afganistanu ostatnich dziesięcioleci. Jak dla mnie, była to ciekawa lekcja historii.

sobota, 24 października 2009
Misjonarz

Misjonarz Kiena Nguyena to powieść historyczno-przygodowa. Akcja książki ma miejsce w XVIII wieku, a jej bohaterami są trzej młodzi Francuzi: doświadczony jezuita Pierre de Behaine oraz Fracois Gervaise i Henri Monange, których skomplikowane losy zawiodły do jezuitów i na wspólną wyprawę misyjną do położonego na Dalekim Wschodzie Annamu.

Bohaterowie różnią się zarówno bagażem życiowych doświadczeń jak i osobowościami oraz podejściem do kwestii wiary, Boga i wolności, sposobem pojmowania świata. Pierre to pewny siebie hierarcha kościelny, który postępuje zgodnie z zasadą – cel uświęca środki. Żeby stworzyć francuską kolonię katolicką jest w stanie poświęcić życie swoich podwładnych a nawet wzniecić wojnę domową. Według niego - “Pokój nigdy nie wzbudza wiary w religię i w Boga. Tylko wojna może to sprawić! Chaos i zniszczenia gnębią ludzi, wpędzają ich w rozpacz. To wtedy padają na kolana i wznoszą modły”.

Z kolei Fracois Gervaise jest artystą malarzem po nieszczęśliwych miłosnych przejściach, który uciekając od swojej przeszłości, za namową Behaina, zakłada habit. Natomiast zaledwie szesnastoletni woziwoda Henri do jezuitów zostaje zwerbowany za namową Francoisa. Ten, ucząc Henriego zada mu pytanie: “Czy znasz różnicę pomiędzy człowiekiem, a Bogiem? (…) Malarz bierze pędzel i zanurza go w farbach o różnych kolorach. W każde pociągnięcie wkłada swój talent, żeby stworzyć wizerunek życia i sprawić, aby widzowie widzieli to co on. Wizerunek jednak jest martwy, a artysta nie może zrobić nic więcej. Bóg, gdy się uśmiecha, tchnie życie w obraz. – Analogia była doskonała, a jednak Henri czuł pewien niedosyt. Choć bardzo się starał, nie podzielał wiary księdza. (…) W głębi duszy uważał, że on sam pojawił się na tym świecie za sprawą czystego przypadku.”

Pierre i Henri podejmują misyjną pracę wśród prostego annamskiego ludu, gdy tymczasem Pierre, już z pierścieniem biskupim na ręku podąża drogą polityki, intryg i knowań oraz wielkiej władzy. Młodzi misjonarze szerzą wiarę chrześcijańską w niesprzyjających warunkach społecznych i obyczajowych. Starają się zaadoptować konglomerat miejscowych wierzeń do obrzędów chrześcijańskich. “Annamici jak Chińczycy, hołdują trzem rodzajom przesądów. Pierwszym jest buddyzm, wiara króla i rodziny królewskiej, kult materii nieba i gwiazd. Drugi to wiara w bożków, czyniąca bogami dawnych królów. Jednym z ich fałszywych bogów jest Konfucjusz, twórca zasad prawa i pisma. Trzecim zabobonem jest taoizm, zainicjowany przez człowieka, który nazywał się Lao-Cy. Ten kult przynosi największe szkody, bo jest szeroko rozpowszechniony wśród czarowników i wiedźm, którzy służą diabłu” – pouczał młodego nowicjusza Behaine.

Równie skomplikowane, co wierzenia religijne, są annamskie realia polityczne i społeczne. Królem Annamu jest Due Tong, który został koronowany jako zaledwie dwunastoletni chłopiec. Nie mając żadnego doświadczenia politycznego i predyspozycji do sprawowania władzy, młody król sprawuje rządy przy pomocy wicekróla Truonga Loana. Ten okazuje się być tyranem, którego rządy doprowadzają do buntu wieśniaczego stanu pod wodzą trzech braci Nhaca, Thoma i Lu. Na to nakłada się zbrojny najazd północnego królestwa Tonkinu. W efekcie tej zawieruchy powstanie państwo Wietnam. Francuscy bohaterowie zostają wplątani w ten annamski kocioł i wskutek wojennych wydarzeń obierają różne drogi……

W książce jest przygoda i niebezpieczeństwo, miłość i intrygi polityczne, walka o władzę i okrucieństwo rewolucji oraz grzechy katolicyzmu. Warto przeczytać “Misjonarza” dla egzotyki tej historii, dla dobrze zarysowanych postaci głównych bohaterów, dla wstępnego poznania historii i obyczajów tamtych krain, choć obyczaje zostały w tej książce potraktowane trochę zbyt pobieżnie. Kien Nguyen napisał również powieść “Gobelin”, również osadzoną w Wietnamie, dwieście lat później. Na pewno ją przeczytam.

Recenzja z bloga Moje lektury: http://mojelektury.blogspot.com

Kien Nguyen - “Misjonarz”, tytuł oryginału “Le Colonial”, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2007, przekład: Maria i Cezary Frąc, ISBN 978-83-7359-339-8, objętość 348 stron.

czwartek, 22 października 2009
'Mogę odejść, gdy zechcę' - Young-ha Kim

Moja druga peryferyjna lektura. Podróż do Korei bardzo udana. ;) Zapraszam do przeczytania recenzji na moim blogu.
16:15, anulakote , Korea
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 października 2009
ARGENTYNA: "Powszechna historia nikczemności" Jorge Luis Borges

 

Uznaje się go za najwybitniejszego pisarza latynoamerykańskiego. Postać, której niesłusznie nie przyznano literackiej nagrody Nobla. Choć, kiedy mowa o prozie Jorge Luisa Borgesa, na myśl przychodzą niemal wyłącznie erudycyjne wywody, mroczne labirynty i przepastne biblioteki, Argentyńczyk na początku swej prozatorskiej kariery pisał o czymś zgoła odmiennym: o piratach, gangsterach i oszustach, a wszystko to w duchu Chestertona…

Ciąg dalszy recenzji na Dzienniku Literackim.

13:21, anahstasia , Argentyna
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4