wtorek, 29 grudnia 2009
Indie. R.K. Narayan "The Painter of Signs"

 

Painter of Signs (Malarz Szyldów) R. K. Narayan

Robienie czegoś w ostatniej chwili to niewątpliwie moja specjalność... Zatem zapraszam do kolejnej indyjskiej podróży. Tym razem już nie do Delhi, ale do mniejszego miasteczka i na indyjską wieś, bo tam osadzona jest fabuła pełnej humoru, słodko-gorzkiej powieści R.K. Narayana "The Painter of Signs" (książka ukazała się w Polsce w latach 80-tych pod tytułem "Malarz Szyldów").

"The Painter of Signs" to opowieść pełna zapachów i smaków. Rzeczywistość zatrzymana jest w zmysłach: w przyprawach używanych przy gotowaniu potraw przez religijną ciotkę Ramana, w wilgoci wiejskiego lasu, w gorącu piaszczystej drogi, w straganach na rynku i oczywiście w farbach, które używa Raman do malowania szyldów.

Na ciąg dalszy zapraszam do Tygla.

poniedziałek, 28 grudnia 2009
Indie. William Dalrymple - "City of Djinns. A year in Delhi"

William Dalrymple City of Djinns

Delhi ze względu na historię pozbawione jest naturalnego, miejskiego, rozrastającego się piękna. Ma śliczne miejsca, ale one potrafią niknąć w jego wielkiej, niszczonej tyle razy gardzieli.  To miasto, które żyje prawdziwym, pięknym życiem tylko w pamięci tych, którzy niegdyś je tworzyli, ale którzy w przeważającej większości już nie mieszkają w Delhi. "I had been living in Delhi for some months before I began to realize quite how many of the people I met every day were Partition refugees." ("Dopiero po kilku miesiącach mieszkania w Delhi zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, jak wielu ludzi, których spotykałem każdego dnia, było uchodźcami z czasów Podziału. [Chodzi o podział na Indie i Pakistan z 1947 roku, który dokonał się przy rozlewie krwi - przyp. aut.] - pisał William Dalrymple w znakomitej książce - zapisie jego rocznego pobytu w Delhi w latach 90-tych - zatytułowanej "The City of Djinns" (Miasto dżinów). Dzisiejsze Delhi tworzą głównie przyjezdni, przyjeżdzający do miasta od lat 40-tych. Dla nich historia tego miejsca, nie jest właściwie ich historią. Ich prawdziwe, darzone miłością ojczyzny są m.in. w północnych stanach, w miastach dzisiejszego Pakistanu, do którego nie wolno im wrócić.

Dlatego żeby zrozumieć Delhi, dostrzec piękno jego siedmiu miast, trzeba szukać głęboko pod powierzchnią dzisiejszej stolicy. Trzeba rozmawiać z tymi, którzy są częścią jej historii, posłuchać zapisków dawnych podróżników. I nikt nie zrobił tego lepiej niż właśnie William Dalrymple. Jako młody chłopak mieszkając przez rok wspólnie ze swoją żoną u rodziny Sikhów niedaleko enklawy sufich Nizamuddin w południowym Delhi, oddał się poszukiwaniom, rezultatem których stał się ten żywy, niezwykle ludzki portret miasta pokrojonego w czasie na kawałki.

Na dalszy ciąg recenzji połączony z impresjami z pobytu w Delhi zapraszam do Tygla.

środa, 14 października 2009
"Czas postu, czas uczty" Anita Desai


[...] Bardzo lubię hinduskie klimaty, więc gdy tylko mam okazję sięgam po taką literaturę. Jednak w porównaniu ze znanymi mi pisarkami nurtu multi-kulti Anita Desai nie tylko oscyluje wokół nieco innej tematyki, ale i sięga niejako głębiej. Mniej, a właściwie niemalże zupełnie, nie interesuje jej pozycja kobiety na kulturowym przecięciu, ani ewentualne problemy tożsamościowe wynikające z niego, co z kolei jest motywem przewodnim powieści Preethi Nair czy Chitry Banerjee Divakaruni. Anita Desai w „Czasie postu, czasie uczty” skupia swoje zainteresowania wokół kwestii relacji rodzinnych, a raczej ich kulturowej odmienności. Nie ma tu wzajemnego przenikania wpływów wschodu i zachodu, miast tego są bardzo wiarygodnie sportretowane dwie rodziny: indyjska i amerykańska oraz uniwersalne problemy: nadmiar oraz niedostatek troski.

W indyjskiej, bardziej rozbudowanej, części Desai opowiada historię dorosłej kobiety, być może nieco umysłowo opóźnionej, która przez od zawsze żyła pod dictum swych surowych i konserwatywnych rodziców, którzy jako wyrocznie tego co wypada i nie wypada, sprawowali absolutną kontrolę nad każdym aspektem jej istnienia, jednocześnie nie ukrywając, że Uma właściwie jest dla nich tylko i wyłącznie niewdzięcznym ciężarem. Nie pozwolili dziewczynie ukończyć edukacji, miast tego kazali zajmować się ich maleńkim synem – owocem późnej namiętności, który pojawił się w chwili, gdy oboje już dawno zwątpili, że kiedykolwiek uda im się spłodzić syna.

Przeczytaj całość
wtorek, 07 lipca 2009
Indie to taki kraj, o którym opowiada się baśnie

Pierwsza kraina zdobyta!
Zadyma w dzikim sadzie okazała się być doskonałą lekturą na upalne, lipcowe popołudnia. Obawiam się, że zginęłam, przepadłam i będę chciała Kiran Desai więcej.
Tymczasem kilka słów - bo przecież nie recenzja - na temat mojej pierwszej książki z Indii  na moim blogu, czyli TUTAJ.