niedziela, 29 listopada 2009
Każdy dom potrzebuje balkonu

W ubogiej dzielnicy Hajfy otoczona kochającą rodziną dorasta dziewczynka o zielonych roześmianych oczach, w których kryje się smutek. Dziewczynka stanie się piękną młodą kobietą, tak piękną, że poślubi niezwykle bogatego i przystojnego architekta z Barcelony. Jednak bajka o Kopciuszku skończy się zbyt szybko.

Każdy dom potrzebuje balkonu to ciepła historia rodzinna, w której humor łączy się ze smutkiem, a szczęście przeplata ze łzami. Wzruszająca opowieść o cudownych latach dzieciństwa, miłości, dojrzewaniu i dokonywaniu wyborów, które rzutują na naszą przyszłość i na to, kim się stajemy.(merlin.pl)

Co by nie pisać o tej książce, mnie się bardzo podobała.  Piękna okładka i tytuł. Książka która wiele osób rozczarowała, nie wiem w sumie dlaczego, bo mnie w ogóle.  Podobał mi się zarówno klimat, sama historia, z życia wzięta przecież, wystarczy przeczytać wywiad z autorką na stronie www.nabalkonie.com. Co z tego, że może nieco patetyczna, że to już gdzieś i kiedyś było, że bajka o Kopciuszku i bla bla. Co z tego? Ktoś to przeżył i opisał. Wystarczy. Rina Frank pisze tą książkę z dwóch perspektyw i miesza przeszłość z teraźniejszością, co mi absolutnie nie przeszkadzało.

Zaczyna się tak:

"Przyszłam na świat drugiego dnia Rosz Haszana, w żydowski Nowy Rok, a dowiedziawszy się, że urodziny Ruhamy, trzeciej córki naszych syryjskich sąsiadów, zbiegają się z Tu bi-szewat, żydowskim Świętem Drzew, doszłam do wniosku, że dzieci rodzą się w czasie świąt – jak gdyby były podarunkiem od Boga. Moja siostra, starsza ode mnie o rok i osiem miesięcy, urodziła się w styczniu, bez związku z jakimkolwiek świętem religijnym, co bardzo mnie niepokoiło. Martwiłam się, że coś musiało pójść nie tak w jej przypadku i pewnie nie jest normalna. Kiedy podzieliłam się z nią obawami, moja siostra wybuchła śmiechem i z wyższością przynależną życiowemu doświadczeniu siedmioipółlatki wytłumaczyła mi, że gdyby było prawdą, że dzieci rodzą się podczas świąt, ona – będąc w brzuchu naszej matki – poprosiłaby Boga, żeby przyjść na świat w zwykły dzień, aby się wyróżnić. A On by ją wysłuchał. Trzeba przyznać, że moja siostra Józefina – nazywałam ją Seffi, ponieważ imię Józefina było zbyt trudne do wymówienia – dobrze znała Boga."

Pierwsza perspektywa to ta, gdzie narratorką jest mała dziewczynka Rina, piękna brunetka o zielonych oczach, mieszkająca z rodzicami i siostrą Józefiną w małym mieszkaniu przy ulicy Stanton w Hajfie. Mieszkanko małe, ciasne, z balkonem, który jest jedynym 'wyjściem' na inny lepszy bogatszy świat.

Podczas długich letnich wieczorów siadywało się na balkonie. Tata przynosił lampę oraz stolik i dla zabicia czasu grało się w rummy, co nie przeszkadzało rodzicom plotkować z sąsiadami z naprzeciwka. Wychodzenie na balkon było trochę jak zasiadanie przed telewizorem. Balkon był naszą prywatną telewizją z programem na żywo oraz aktorami z krwi i kości. Można powiedzieć, że to u nas, na ulicy Stanton, wymyślono reality show.

Mała wspomina różne historie, jak to mama poznała tatę, jak to tata znalazł pracę w kinie i sprawił, że stało się ono najbardziej popularnym w Hajfie miejscem, opowiada nam o barwnym życiu miasta, targach, sklepikach, brudnych czwartkach, kiedy to mama brała się za wielkie sprzątanie i pranie, a dziewczynki musiały wziąć wielką porządną kąpiel, o ubraniach z odzysku,  nowych butach, które raz kupione miały wystarczyć na parę lat. Mała Rina opowiada o swoich rodzicach, takich jacy są, o tym że wstydziła się wychodzić z matką np do lekarza, gdyż ta zawsze kłamała że ma inny numerek w kolejce niż naprawdę ma. Poznajemy kolory miasta, jego wielokulturowość, górę Karmel i panoramę miasta ze szczytu

Można wręcz poczuć zapachy potraw przygotowywanych przez matkę, usłyszeć dźwięk żetonów przy grze w rummy. Takie zwykłe codzienne życie, pełne kolorów beztroski, miłości:

""Przemierzałyśmy ulicę Stanton, bawiąc się, wymyślając historyjki, opowiadając głupstwa, stwarzając świat, w którym fikcja mieszała się z rzeczywistością. Kiedy jest się biednym, fantazjowanie trochę osładza życie i myślę, że właśnie dlatego rodzice nigdy nie zmuszali nas, żebyśmy twardo stąpały po ziemi. Na przykład kiedy mówili do nas przy stole, a my nie odpowiadałyśmy, domyślali się, że właśnie snujemy jakieś marzenia. Chwila ta była dla nas tak samo cenna jak wieczorna bajka".

Druga perspektywa to już opowieść snuta o dorosłej Rinie, snuta w 3 osobie. Opowieść o kobiecie, która poznaje bogatego Hiszpana, wychodzi za niego, rodzi mu córkę, która większość dzieciństwa spędza w szpitalu. Opowieść, w której widzimy najpierw przesadnie wystawne wesele, potem dostatnie życie młodej pary w Barcelonie, obiadki u teściów pełne wymyślnych potraw, próbę dostosowania się do tamtejszego trybu życia, walkę z chorobą córeczki, próby przyzwyczajania się do innego życia niż w biednej Hajfie, w końcu samotność, ulotność miłości, brak siły i tęsknotę za rodziną.

To co mi się jeszcze bardzo podobało, to fakt nie trzeba się wstydzić swojego pochodzenia, tak jak w przypadku Riny - rumuńskiego. Że każde społeczeństwo, nawet tak hermetyczne jak Żydzi, jest w stanie zaakceptować inność. Przecież Rina wychodzi za mąż za Żyda ale o europejskich już korzeniach.  Taki w pewnym sensie skok na drabinie statusów społecznych, który zapewni jej rodzinie inne życie,a  jednocześnie nie odbierze dumy z tego że należy się do ludu Izraela.

Może w pewnych aspektach jest to banalna historia napisana banalnym językiem, ale do mnie bardzo trafiła i nie żałuję zakupu :)

(fotki ze strony: http://www.ganbahai.org.il/en/ i http://www.parafiasucha.pl/)

Mary

17:36, 2lewastrona , Izrael
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 listopada 2009
IZRAEL: Każdy dom potrzebuje balkonu - Rina Frank

Zachęcająca, nostalgiczna okładka i bardzo obiecujący tytuł – te dwie rzeczy przyciągnęły mnie do książki Riny Frank i kazały natychmiast się w nią zaopatrzyć. Skutecznie omamiło mnie Wydawnictwo Otwarte serwując na okładce smakowity fragment powieści nawiązujący do tytułu. Liczyłam na ten balkon niczym na okno na świat, szeroko otwarte, i niczym na odświeżający powiew czegoś nowego. Już szykowałam się na kolejne doświadczenie w stylu "Wyjścia z Egiptu", co zresztą miało swoje uzasadnienie, gdyż obie książki oparte są na prawdziwych historiach rodzinnych autorów i obie opowiadają o Żydach, którzy emigrują do innego kraju. Nadzieje nie były więc pozbawione podstaw, ale ...

... Całość tekstu można znaleźć TUTAJ. Zapraszam.

środa, 28 października 2009
Rina Frank, Każdy dom potrzebuje balkonu

Jeżeli rodzina gościła Ionesco, jeżeli ojciec oprowadzał go po Hajfie, jeżeli w Krzesłach dostrzega się się fragmenty domu, to trzeba zostać pisarką i pisać. Rina Frank swoją debiutancką książką zwróciła na siebie uwagę w Izraelu. Moją - intrygującym tytułem, ale też moje oczekiwania wobec niej były większe.

"Balkon był witryną, gdzie wystawiało się własne życie jak pościel, którą układało się każdego dnia na balustradzie, by ją przewietrzyć."1 Spodobało mi się to sformułowanie, więc z uwagą śledziłam rolę balkonu w opowieści. Zbyt dosłownie traktowała go  jednak autorka w zmieniających się domach, a czytelnik, jeżeli chce, może dopatrywać się sensu przenośnego w przedstawianych zdarzeniach z życia codziennego. Wtedy ów balkon, przedłużenie pokoju, staje się wyjściem rodziny ku społeczności lokalnej, podkreśleniem związków rodziny z ojczyzną. Górnolotnie? No cóż, tak po prostu jest. (...)

Ciąg dalszy na blogu.

niedziela, 06 września 2009
Czarownik swojego plemienia - Amos Oz

Eseje Amosa Oza, często pisane pod wpływem bieżących wydarzeń w Izraelu, komentowały, pokazywały subiektywny punkt widzenia, włączały się w dyskusje na temat oblicza młodego państwa (1948), jego relacji z sąsiadami, wartości różnych opcji politycznych. Tytuły takie jak: Co to znaczy:kraj ojczysty?, Dyskretny urok syjonizmu, Czy wizje Izraela uległy zmianie?, Potęga i cel, Nowe serce, Porozumienie przypartych do muru są tego dowodem. 
Mnie jednak zainteresował esej W tym jaskrawym świetle będący poplonem wykładu dla Koła Literackiego Dolina Zewulon, a opublikowany w 1972 roku. Pisarz rozprawia o współczesnym izraelskim pisarstwie, ale należy traktować jego wypowiedzi szerzej, bo może dotyczyć innych literatur. Teraz postaram się przybliżyć niektóre punkty jego wypowiedzi. (...)

Ciąg dalszy na blogu.

piątek, 21 sierpnia 2009
Osmaleni - Irit Amiel

Piętnaście losów w krótkich, oszczędnych językowo opowiadaniach przemawia bardziej niż nienapisana epopeja zagłady. Historie łowione, wydobywane i wydzierane z zakamarków duszy, bólu, pamięci, i pożądanej niepamięci dają świadectwo traumy Holocaustu, ale i porażenia życiem w czasach powojennych, bo nieustanne zmagania się z obrazami, słowami, wiedzą i niewiedzą uczyniły z tych ludzi strażników strzępów wiedzy o zagładzie, którzy tylko pozornie żyją tak jak inni.(...)

Dokończenie na blogu.

czwartek, 30 lipca 2009
Poznać kobietę - Amos Oz

Nie czytałam jeszcze współczesnej literatury izraelskiej, więc wybrałam powieść jednego z wybitniejszych współczesnych pisarzy tego kraju - jego nazwisko przewija się wśród kandydatów do Literackiej Nagrody Nobla.

Nie jest to powieść akcji, mimo iż bohaterem jest emerytowany 47-letni funkcjonariusz izraelskich sił specjalnych. Ponieważ szczególną umiejętnością Joela Rawiwa jest precyzyjne analizowanie sytuacji i słów rozmówców, także i ta książka ma taką zegarmistrzowską formę. Krótkie rozdziały rejestrują zdarzenia z życia obecnego i przeszłego. Narracja trzecioosobowa jest tak prowadzona, że podąża za wzrokiem, sposobem myślenia bohatera, którego koledzy z firmy nazywali wykrywaczem kłamstw. Poznajemy go w chwili wynajęcia domu po tragicznej śmierci żony.

Do przeczytania ciągu dalszego zapraszam na blog.