niedziela, 20 grudnia 2009
"Miłość i jej następstwa"

Sulaiman Addonia, autor książki "Miłość i jej następstwa" spokojnie mógłby napisać autobiografię, która miałaby spore szanse na stanie się bestsellerem, jako że autor nie mało przeszedł. Pół-Erytrejczyk, pół-Etiopczyk spędził dzieciństwo w sudańskim obozie dla uchodźców, następnie studiował w Arabii Saudyjskiej, aż wreszcie osiedlił się w Londynie i tam powstała jego pierwsza książka. Co prawda autor nie napisał książki o własnym życiu, ale w historii Nasera zamieścił wiele wątków autobiograficznych. Czytając powieść czytelnik czuje, że Addonia naprawdę wie, o czym pisze, nie są to jego domysły lub egzotyczne historie stworzone specjalnie dla spragnionych "pikantnych" szczegółów z życia Arabów cudzoziemców. Dzięki temu "Miłość i jej następstwa" to książka niezwykła, którą przeczytałam w jedną noc, nie mogąc się oderwać, co już od dość dawna mi się nie zdarzyło.

Cała recenzja na moim blogu, zapraszam :)

15:35, mandzuria23 , Erytrea
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 sierpnia 2009
ERYTREA: "Miłość i jej następstwa" Sulaiman Addonia

 

 

Sulaiman Addonia to pisarz, którego już sama biografia stanowiłaby świetny materiał na powieść. Urodzony w Erytrei, dzieciństwo spędził w obozie dla uchodźców we wschodnim Sudanie, utworzonym po masakrze w Om Hajar w 1976 roku. Studia podjął w Arabii Saudyjskiej, w kraju szariatu, gdzie za najmniejsze przewinienie grozi jeśli nie biczowanie to ukamienowanie bądź kara śmierci. Właśnie w tym miejscu, w Dżiddzie, Sulaiman postanowił umieścić akcję swojego oszałamiającego debiutu i opowiedzieć o mężczyźnie, który żył, cierpiąc z powodu izolacji kobiet.

 

Ciąg dalszy na Dzienniku Literackim.

 

21:42, anahstasia , Erytrea
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 lipca 2009
Świat bez kobiet

Nie będę dawać dobrego przykładu i listy nie zrobię raczej. Może później, bo jakieś plany czytelnicze mi się nawet krystalizują, ale ja je lubię zmieniać wciąż, więc lista może nie powstać. Udało mi się za to przeczytać pierwszą peryferyjną lekturę!

   Myślę, że większość kobiet wyobrażała sobie choć raz, jak to jest żyć za zasłoną. Wielokrotnie zastanawiałam się, jak wygląda świat, gdy się go ogląda przez materiał, gdy cały czas jest się ukrytą za zwojami ciężkiego materiału. Nigdy jednak nie myślałam o tym, jak to jest być dorastającym chłopcem w świecie, w którym kobiet nie ma, są jedynie czarnym cieniem. Jak czuje się chłopak, który marzy o miłości, a nie może zobaczyć nawet kawałka skóry kobiety? W zakazanych książkach, przemycanych zza granicy, czyta o kobiecych włosach rozwianych na wietrze, nigdy jednak nie będzie ich mógł zobaczyć. Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się nad tym, jako że to kobietom automatycznie współczujemy, gdy mowa jest o Arabii Saudyjskiej, najbardziej ortodoksyjnym chyba kraju islamskiego świata. Addonia Sulaiman otworzył mi oczy, opowiadając historię tak nieprawdopodobną, że potraktowałabym ją jako fantazję, gdyby nie to, że autor naprawdę wie, o czym pisze. Urodzony w Erytrei Sulaiman dzieciństwo spędził w obozie dla uchodźców w Sudanie, zaś jako nastolatek mieszkał i uczył się w Arabii Saudyjskiej, w mieście Dżidda, w którym toczy się akcja jego niezwykłej debiutanckiej powieści.

Naser, bohater książki „Miłość i jej następstwa”, dzieli sporo cech autora. Jest Erytrejczykiem, który w wieku lat dziesięciu musiał uciekać ze swojego ogarniętego wojną kraju. Wraz z młodszym bratem został zabrany do Arabii Saudyjskiej przez wuja, nie przestał jednak tęsknić za matką, a ponieważ w Erytrei odebrał zdecydowanie liberalne wychowanie, dość krytycznie podchodzi do ścisłych zasad obowiązujących w saudyjskim społeczeństwie. Jako że nie potrafi zaakceptować surowych reguł, zostaje porzucony przez wuja i brata i jest zdany na samego siebie. Samotny, tęskni za matką i marzy o tym, co nieprawdopodobne – o dziewczynie, która jego samotność rozproszy. Jest to całkiem niemożliwe, ponieważ dziewczęta są od niego całkowicie oddzielone – w autobusie są oddzielone ścianą, po ulicy chodzą szybkim krokiem zawinięte w abaje i kwefy, uczą się w oddzielnych szkołach, modlą w domu. Są jednak wśród nich dziewczęta odważne, gotowe zaryzykować, aby ich marzenie o miłości się spełniło. I oto pewnego upalnego dnia, gdy Naser zabija czas leżąc pod palmą na ulicy, jedna z takich dziewcząt rzuca mu pod nogi zmiętą karteczkę.

W ten sposób zaczyna się prawdziwy dworski romans, toczący się wedle wszelkich prawideł miłości dworskiej (courtly love). Średniowieczny gatunek jest zresztą jak najbardziej adekwatny do opisania społeczeństwa rządzącego się średniowiecznymi prawami. Inicjatywa leży po stronie dziewczyny. To ona upuszcza liściki dla Nasera obok kosza na śmieci, on może je jedynie podnosić, nie może jej jednak odpisać – podniesienie kartki z ulicy byłoby dla niej zbyt niebezpieczne! Jak w ogóle rozpoznać swoją ukochaną na ulicy, gdy wszystkie kobiety wyglądają identycznie? Jak zamienić kilka słów, gdy każdy krok śledzi policja religijna, zaś karą za jakikolwiek kontakt jest w najlepszym razie publiczna chłosta? Dziewczęta z Dżiddy były jednak niezwykle pomysłowe!

Opowieść Addonii Sulaimana zapiera dech. Kibicujemy Naserowi i jego ukochanej, jednocześnie nie wierząc, że cokolwiek może im się udać. Ich odwaga i wola walki są zdumiewające, podobnie jak naiwna wiara, że może się udać – że musi się udać. Przywracają wiarę.

Drugim mocnym atutem tej książki jest to, jak odmalowuje ona świat dla nas niedostępny. Arabia Saudyjska lat osiemdziesiątych jest przedstawiona bardzo realistycznie i sugestywnie, i jest to obraz, jakiego wcześniej nie spotkałam – odmalowany oczami młodego mężczyzny, który kwestionuje system, w którym przyszło mu żyć. Mężczyzny bardzo podobnego do moich kolegów z dzieciństwa, które także przypadało na lata osiemdziesiąte, a któremu przyszło żyć w świecie jakże innym od naszego.

Znakomita książka, okno na inny świat, a jednocześnie wciągająca historia miłosna.