niedziela, 16 stycznia 2011
FINLANDIA. "Cztery zmierzchy" M. Waltari

Taka mała książeczka, a ile w niej zamieszania. Początek mojej z nią przygody zaczął się ciekawie - niby bajka, ale dla dorosłych; niby surrealizm, ale względny i do przyjęcia. Według mnie zaczęło się trochę jak w "Alicji w krainie czarów" Carrolla, główny bohater mając już dość życia zwykłego pracownika przy produkcji gwoździ pragnie znaleźć dla siebie inny, ciekawszy i lepszy świat. Kiedy znajduje własne serce, przez wiele lat starannie ukrywane w komodzie przez własną żonę, postanawia zostać pisarzem. Twierdzi bowiem, że prześladują go Egipcjanie (w tym słynny Sinuhe), którzy nalegają, by stworzył dzieło o Starożytnym Egipcie. Mężczyzna postanawia więc opuścić dom i wyruszyć na poszukiwanie czegoś w rodzaju weny.

I tu - jak dla mnie - kończy się interesująca część książki i wszystko zaczyna się komplikować, oczywiście na niekorzyść akcji. Otóż mężczyzna między innymi zaczyna rozmawiać ze zwierzętami, i to nie tylko z psem czy kotem, ale też między innymi z leszczami, sową oraz innymi ptakami. Jego przyjaciółmi stają się trzy koguty oraz indor. A wszystko to dzieje się w jak najbardziej realnym świecie, w którym jeżdżą autobusy i istnieją inni ludzie.

Pod koniec tej minipowieści (czy też opowiadania) zaczynają się dziać rzeczy wręcz niewytłumaczalne, bohater prosi bowiem dzikiego kota, by doprowadził go do miejsca, w którym znajdzie składniki do magicznej mikstury - pojawia się więc także czarna magia... "Im dalej w las, tym więcej drzew" mówi polskie przysłowie. W tym przypadku im dalsza strona, tym większe męki nad dobrnięciem do końca. Gdyby nie ilość stron, porzuciłabym czytanie już w połowie. Ogólnie rzecz ujmując - nie wiem o czym była ta książka, zupełnie nie nadążałam za myślą autora i wydarzeniami. Przyłapywałam się wręcz na tym, że czytałam książkę i myślałam o zupełnie innych strawach więc nie byłam w stanie przypomnieć sobie niektórych fragmentów. A taką miałam ochotę sięgnąć po "Egipcjanina Sinuhe" tegoż autora... Naprawdę długo będę się zastanawiać, czy warto.

wtorek, 29 grudnia 2009
Ostatni będą pierwszymi - Elina Hirvonen, "Przypomnij sobie"

Tak. Tak.

Jak to jest, że ile razy coś zaplanuję, to wszystko sprzysięga się przeciw mnie? Czas odrobić lekcję pod tytułem "Planowanie" i wbić sobie do głowy, żeby żyć tak z dzień, dwa naprzód.

Mam nadzieję, że mimo upływu terminu nikt mnie nie zlinczuje, jeśli dodam kilka słów o książkach, które jeszcze do mnie nie wróciły.

 

Wytrzymam ten dzień. Oto zapach rozgrzanej na słońcu psiej kupy i wilgotnej ziemi. Zgarbiona kobieta w śniegowcach z lat osiemdziesiątych i dziecko ubrane w ocieplane spodnie, które wysuwa język ku wąsom po lodach okalającym usta. Oto długie przedpołudnie, kiedy nie trzeba spoglądać na zegarek.¹

W zwyczajny, pachnący psią kupą dzień Anna nad “Godzinami” Michaela Cunninghama prowadziła mnie przez swoje życie. Już po wysłuchaniu kilku zdań płynących z jej ust wiedziałam, że trzeba będzie poszukać w torbie chusteczek – dla niej, a może dla mnie. I jeszcze to napomknięcie o Virginii Woolf, na której fotografię tak często zerkam i jej kieszenie pełne kamieni. Kieszenie, które zabrała ze sobą woda. (...)

Całość tutaj

poniedziałek, 07 grudnia 2009
kobieta ze śniegu

Feministyczna powieść kryminalna osadzona w fińskich realiach. W rodzinnym majątku Rosbergów mieści się ośrodek terapeutyczny dla kobiet.  Właścicielka, Elina, to znana radykalna feministka i psycholog, która prowadzi w pałacyku kursy "samoobrony psychicznej" dla kobiet. Mężczyźni nie mają tu prawa wstępu. W pewien zimowy dzień ciotka Eliny zgłasza jej zaginięcie. Wśród podejrzanych są nie tylko kobiety, które w dworku znalazły schronienie - od matki wielodzietnej rodziny ortodoksyjnych protestantów po tancerkę erotyczną z Helsinek - ale również ekscentryczny poeta, który wyraźnie coś ukrywa. Śledztwo prowadzone przez Marię Kallio dodatkowo komplikuje fakt, że aresztowany przez nią psychopata ucieka z wiezienia, grożąc jej zemstą. (onet.czytelnia.pl)

Wiatr potrząsał moim niewielkim fiatem i miotał śniegiem na przednią szybę. Ten grudzień był wyjątkowo zimowy. Dochodziła dopiero trzecia, a już było prawie ciemno. Chociaż często jeździłam do Nuuksio, trasa wydała mi się nagle jakaś obca. Powtarzałam sobie w myślach drogę: w Nuuksio skręcić w prawo kawałek za zakrętem przy jeziorze, a potem dwa razy w lewo.

Na szczęście miałam w bagażniku szuflę do śniegu. Nie musiałam jednak ani razu stawać, bo prowadząca do Rosbergi wąska aleja była odśnieżona. Na szczycie wzgórza było widać światła dworku. Ktoś nawet posypał piaskiem ścieżkę, która wspinała się aż do różanoczerwonych, kamiennych schodów. Latem Rosberga była z pewnością pięknym miejscem, teraz jednak otaczające mury posiadłości różane krzewy zamieniały się w sterczące, suche badyle.
Brama była zamknięta, a przyczepiona do niej tablica nie nastrajała szczególnie przyjaźnie. Kilka lat wcześniej, gdy w Rosberdze powstawał ośrodek szkoleniowy, zrobiło się wokół niej bardzo głośno. Czarne, proste litery układały się w groźny napis: MĘŻCZYZNOM WSTĘP WZBRONIONY. Już posąg niedźwiedzia, przyczajony nad bramą niczym kocur, wyglądał znacznie przyjaźniej.

Tak mniej więcej wprowadza nas Leena Lehtolainen w klimat książki, co już na okładce (jako że ja fanatyczką fajnych okładek jestem) widać. Jest zimno, mrocznie i strasznie. Morderstwo psychoterapeutki owiane nutką tajemnicy, do końca nie wiadomo kto jest mordercą. Poznajemy  różne kobiety i ich historie.  Ogólnie bardzo wciągająca fabuła. Dobrze się czyta.

Do tego świetna z krwi i kości kobieta prowadząca śledztwo - Maria Kallio. Poznajemy ją jako silną, zwyczajną babkę, lubiącą czasem coś odburknąć, napić się alkoholu, czasem miotającą się pomiędzy pytaniem czy mieć dziecko czy nie. Generalnie fajna laska :) Po prostu. Mająca trochę złości do mężczyzn, przekomarzająca się z nimi, czasem wręcz odpyskowuje :

- Idealna robota dla Kallio - śmiał się Pertti Ström w małym pokoju kuchennym naszego wydziału. - Jeśli chcą, żeby feministki nabrały zaufania do policji, najlepiej podesłać im taką samą babę.

- Szkoda, że nie wpuszczają tam facetów. Mogłabym cię zabrać ze sobą i pokazać: tak oto wygląda najpodlejszego gatunku męska szowinistyczna świnia w mundurze policjanta - odparowałam.

Polubiłam ją już w "Spirali śmierci".  Szkoda, że książka "Kobieta ze śniegu" niestety ma już nakład wyczerpany (a szkoda .. ). Ja, fuksem ją znalazłam kiedyś na allegro, ale teraz już widzę, że osiąga niebotyczne ceny 100 zł za egzemplarz.. !

Bardzo chciałabym, żeby w Polsce ukazało się więcej kryminałów z Marią Kalio, bo wiem że jest ich wiele ale niestety nie są tłumaczone. Póki co.

Mary

19:55, 2lewastrona , Finlandia
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 listopada 2009
Ostania moja pozycja

    

To ostatnia moja pozycja z tegoż wyzwania, więc chyba mogę je uważać, za zakończone?

Na temat tej książki przeczytałam m. in. takie zdanie "Twórczość Waltari się postarzała. Zamiast niej proponuję sięgnąć po współczesne lektury – znajdzie się wśród nich wiele tytułów o podobnej tematyce, a dużo mniejszej dawce niekoniecznie mądrego mentorstwa". Cała recenzja jest w podobnym tonie. Muszę powiedzieć, że nie zgadzam się z całą opinią recenzentki.  Reszta mojej opinii jest na moim blogu www.manuskrypt.wordpress.com

21:57, manuskrypt1 , Finlandia
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Tove Jansson "Lato"

„Za każdym razem noce robią się ciemne całkiem niepostrzeżenie. Jakiegoś wieczora w sierpniu wychodzi się na dwór i nagle wszystko jest czarne jak smoła, wielka ciepła czarna cisza otacza dom. Jest nadal lato, ale już ono nie żyje, zatrzymało się nie więdnąc i jesień już stoi u progu.”

Tak kończy się lato, które mała Sophia i jej babka spędzają na swojej wyspie w Zatoce Fińskiej.
Są tam właściwie same, tata dziewczynki nad czymś pracuje, czasami przypływa ktoś w odwiedziny lub to one płyną do miasteczka po pocztę.
W książce Tove Jansson „Lato” nie ma wartkiej akcji, w płynącym wolno i melancholijnie czasie, na niewielkim kawałku lądu otoczonym morzem, spotykają się babka i wnuczka. To ich przestrzeń, ich wspólny czas.

Na ciąg dalszy moich refleksji o książce, zapraszam na bloga PIKININI

środa, 22 lipca 2009
FINLANDIA - "Przypomnij sobie" Eliny Hirovonen

Niewielkich rozmiarów debiut to zbiór wspomnień i myśli młodej dziewczyny i jej chłopaka w kontekście toksycznych relacji z rodziną.
Rodzina i pamięć - to dwa kamienie, które powodują dziedziczenie zła i ciągną bohaterów na dno.
Anna snuje wspomnienia, których wolałaby nie mieć. Może dlatego są tak urywane, niepełne.
„Przypomnij sobie” pozostawia wrażenie marnowanych żyć. Fabuła opiera się na incydencie: chłopiec kopnięty przez ojca i oglądająca to siostra tracą zaufanie i poczucie bezpieczeństwa, lata później Jonasz  trafia do szpitala psychiatrycznego a siostra przepuszcza życie przez palce.
Postaci są nieprzystępne, antypatyczna, widziane jakby przez mgłę. Nie sposób się z nimi identyfikować, pomimo doświadczeń wspólnych dla pokolenia. W tle wszystkiego samoloty uderzające w WTC, wojna w Wietnamie, protest przeciw wojnie w Iraku – miały pokazać, że nie da się oddzielić polityki od zwykłego życia. Nie wiem natomiast, jaki zamysł miała autorka w zamieszczaniu scen wybekiwania słów czy wąchania butów. Książka została już doceniona i nagrodzona, więc coś w niej musi być, mnie jednak nie przypadła do gustu.

 

Przy okazji: Zauważyłam, że wiele z Was ma na blogach mapy zwiedzonych literacko krajów. Też sobie taką zrobiłam, ale w czasie majsterkowania pojawiło mi się kilka wątpliwości związanych z kategoryzowaniem. Ciekawi mnie, jak Wy dopasowujecie książkę do mapy: jeśli na przykład książkę napisała Czeszka, która pracowała i opisała Afganistan, to który kraj zaznaczacie? Jeśli pisarz połowę życia spędził na jednym kontynencie a drugą na drugim i opisuje obydwa kraje  - to który jest zwiedzany na mapie?