piątek, 04 września 2009
„Wampir z Ropraz” Jacques Chessex

Czy to możliwe, bym nie znała żadnego autora ze Szwajcarii? Hm... nikt mi nie przychodzi do głowy, czyli zaliczam tę lekturę do wyzwania „Literatura na peryferiach”. 

Jest to pozycja skromnych, bardzo skromnych rozmiarów, ale jej forma i treść potrafią zapaść w pamięci na długo. Przede wszystkich historia oparta jest na faktach, co nie ułatwia lektury. Nie mamy tu do czynienia z mitycznym wampirem* wysysającym krew młodych dziewic, lecz kogoś, kto dzień po pogrzebie młodej kobiety rozkopuje jej grób, gwałci zwłoki i pożywia się jej szczątkami. Rewelacyjnie pokazana jest postawa mieszkańców okolicznych miasteczek, którzy nie bardzo wiedzą, jak zareagować na taką profanację.

 Wampir z Ropraz

Wszędzie bowiem wyciągamy Chrystusa, jaki zachował się jeszcze z czasów katolickich. We wszystkich wioskach i osadach do ram okiennych, zasuwek w oknach, nadproży, balkonów, furtek, a nawet do ukrytych drzwi i w piwnicach, przymocowane są girlandy z czosnku i świętych obrazków, od których potwór z Ropraz musi się przekręcić. Krzyże znów wznoszą się nad tym protestanckim krajem, gdzie nie widziano ich od czterystu lat. Na wzgórzach, przy drogach ponownie stają te od czasu reformacji pogardzane obiekty. Czy wampir lęka się znaku Chrystusa? „No, to zmusi go do namysłu! I pies jest spuszczony”. 

Nieco więcej na moim blogu.

piątek, 31 lipca 2009
Panna Stark, Thomas Hürlimann

"Dzięki Pannie Stark Thomas Hürlimann stał się ulubionym autorem Szwajcarów, zarówno krytyki, jak i czytelników. Powieść rozeszła się w nakładzie 90 tys. egzemplarzy. Opowiada o niezwykłych wakacjach trzynastolatka, ostatnich przed rozpoczęciem nauki w szkole przyklasztornej. To bardzo ważne lato w jego życiu. W czasie pobytu u wujka — prałata i bibliotekarza słynnej w świecie biblioteki w Sankt Gallen — dokonuje się bowiem przemiana chłopca. W bibliotece bohater "piastuje urząd", który pozwala mu odkryć nie tylko książki, ale także kobiety i własną seksualność. Tytułowa panna Stark, gospodyni księdza prałata, związana z rodziną od lat, pragnie uchronić chłopca od grzechów, na które ze względów rodzinnych jest narażony — zwłaszcza tych dotyczących szóstego przykazania.
Panna Stark, podobnie jak inne utwory Hürlimanna, oparta jest na wątkach autobiograficznych. Lekko i dowcipnie napisana książka wywołała jednak oburzenie wuja autora, który był prototypem postaci powieściowej. Jest też polski akcent w tej powieści: chłopiec próbuje dotrzeć do skrzętnie ukrywanych informacji o przodkach ze strony matki, częściowo nawet mu się to udaje — rodzina wywodzi się prawdopodobnie z Galicji."

Longin Studio Wydawnictwo Solura, 2004

Tak mnie ta powieść zdenerwowała, że szkoda gadać!!!

Wybierałam ją do lektur peryferyjnych, czytając opisy w internecie. Nie przejrzałam jej więc przed podjęciem decyzji.

No i stało się- trafiłam na "zgniłe jajo" możnaby rzec.

Dłużyła mi się ta książka . Nie wciągnęła mnie zupełnie.

Jest taka krótka, zaledwie 180 stron, a nie mogłam jej doczytać do końca, szkoda mi było czasu. No ale w ramach podjętego wyzwania, zrobiłam to.

Uważam, że nawet gdy chce się napisać o książce coś złego, to trzeba ją przeczytać do końca, bo a nuż tam pod koniec znajdzie się, coś co wszystko zmieni.

W Pannie Stark tego nie było.

Krótko mówiąc, książka opowiada o trzynastolatku, kóry trafił do wuja na parafię. Wuj ten jest księdzem, bibliotekarzem, ale gównie dziwolągiem.  Młody bohater piastuje urząd, polegający na zakładaniu ochroniaczy na buty klientów biblioteki.

Przy tej czynności lubi sobie podglądać, co mają panie pod spódniczkami, używa nawet do tego lusterka. Ma też wyczulony zmysł węchu i obwąchuje owe kobiety. Wywołuje to oburzenie bogobojnej panny Stark (gospodyni na parafi). Wujek pleban, jakoś się tym specjalnie nie przejmuje, bo on też jest Katzem.

Katzowie to według Stark i młodszych bibliotekarzy takie plemię, które ma pociąg do kobiet i pijaństwa.

Główny bohater doszukuje się w dokumentach wujka starych zdjęć i tekstów, zdradzających historię jego rodziny.  Oczytany wujek prałat, mówi na siostrzeńca "prosty wariant"...

No i mogłabym tak opowiadać dalej, ale po co?

Czy kogoś to interesuje?

A może ktoś z Was czytał tę powieść i jest chętny do dyskusji?

Mój złość wynika głównie stąd, że już dawno nie trafił mi się taki czytelniczy zbóg. Czytałam ostatnio same "sprawdzone" książki :)

Biorąc pod uwage pierwsze zdanie z opisu wydawcy tej książki, zniechęcam się do literatury szwajcarskiej i chyba narazie ją sobie odpuszczę :)

Jedyny plusem z przeczytania tej ksiązki jest dla mnie to, że dowiedziałam się ciekawej rzeczy.

A mianowicie poznałam szwajcarską świętą- Wilboradę- która jest patronką bibliotek i ludzi książki.

"Tak zwany trakt Wilborady znajdował się głęboko w piwnicach i swoją nazwą oraz ukrytą skrzynią przypominał o Wilboradzie, pustelniczce z dawnych czasów, która w wielkiej wizji ujrzała hordę zbójów zagrażająca klasztorowi.

Opowiedziała o tym i wtedy mnisi razem z mszałami uciekli w górskie lasy. Sama Wilborada, związana ślubami klauzury, cierpliwie czekała w pustym klasztorze, modlac się i śpiewając, Bogu dziękując za swoje męczeństwo, bo przewidziała także to, że za uratowanie ksiąg musi zapłacić własną krwią.

Kiedy Hunowie (...) wdarli się do opactwa, nie znaleźli nic oprócz śpiewającej psalmy baby. Rozejrzeli się wkoło i czując się okpieni, zarąbali śpiewającą siekierami.

Zaraz na początku nowego stulecia została ona uznana za świętą (...)" (str 152)

Zdjęcie pochodzi ze strony: Wikipedii