czwartek, 14 stycznia 2010
Szamańska pieśń

kjn

Otworzywszy powieść Galsana Tschinaga, znalazłam się w innym świecie. Obudził mnie dźwięczny śpiew mongolskiej dziewczynki, która w szamańskiej pieśni prosi Matkę o życie. Na moich oczach rozgrywał się rytuał ponownego zespolenia dwóch istot. Pełen bólu, stanowczości, konieczności cierpliwego czekania. Przesiąknięty pierwotną mądrością, której źródło znajduje się w żyznej ziemi, cienistym lesie, runie owcy, gęstym mleku kozy, w ściganiu się ze wstającym słońcem jeszcze na długo przed świtem.

 

Gdy osierocone dziecko potrzebuje matki, serce jej najczęściej jeszcze dotkliwie krwawi po stracie pierworodnego. Życiodajne mleko kwaśnieje i ścina się w bezużytecznych sutkach. Szamańskie próby zespolenia, taniec i śpiew, a czasem nawet zadanie gwałtu, muszą uderzyć w odpowiednim momencie. Ponieważ może się zdarzyć, że matka będzie gotowa, lecz pozostawione bez mleka dziecko odczuje wobec niej nienawiść. Wtedy to szamańska pieśń będzie miała swój koniec.

Tschinag opisuje samotność. Samotność oraz palące pragnienie unicestwienia jej, zniszczenia w ogniu surowej miłości. Dla mnie jest to przede wszystkim tekst o dwóch kobietach, które muszą stoczyć walkę z własnym losem, w twardej rzeczywistości mongolskiej krainy, której panem nadal jest mężczyzna.

Śpiewająca szamańskie pieśni kilkunastoletnia Dombuk jest najstarszym dzieckiem w rodzinie Szuumura. Śmierć matki spowodowała, że musiała sama stać się matką, by otoczyć opieką swoje rodzieństwo, a także ojca. Emanuje z niej niezwykła siła i stanowczość, będące przejawem widzenia więcej niż zdolne są dostrzec zwykłe oczy.

Niezwykle piękna Gulundżaa z powodu śmierci ojca stała się igraszką w rękach losu oraz...mężczyzn. Wraz z pierwszym stosunkiem przekreśliła swoje szanse na godne życie, założenie rodziny i szacunek tuwińskiej społeczności. Bezgranicznie zakochana w Szuumurze, została przez niego odrzucona z powodu wyrzutów sumienia za grzechy, za które nie starczyło mu odwagi wziąć odpowiedzialności.

Tschinag przesadził. Nie potrafił skończyć we właściwym momencie. Zamiast pozostawić pewne kwestie niedopowiedzianymi, „przegadał” w ostatnim rozdziale przyszłość bohaterów powieści. Postawił się w roli dziennikarza-emigranta, który przeprowadza wywiady z innymi tuwińskimi i mongolskimi emigrantami, którzy urodzili się tam, gdzie Szuumur, Dombuk czy Gulundżaa. Odnajduje nawet syna Szuumura, Tasaja, z którym we wspomnieniach popadają w nieprzyjemny patos. Ostatni rozdział stanowi dla mnie niezbyt udany, nie pasujący do magicznego i subtelnego charakteru historii Dambuk i Gulundży, pean na cześć „bohaterów”, pachnący, nie przesadzę, wręcz komunistycznie.

Na szczęście nie ma on wpływu na fascynującą całość, której koniec powinien nastąpić dokładnie w momencie, gdy Dombuk zaśpiewała: „Strzała raz wystrzelona, nigdy nie powraca, och, oj, oj!”

Galsan Tschinag, „Koniec pieśni”, przeł. Dariusz Muszer, „Drzewo Babel”, Warszawa 2008

Źródło: www.bredablik.blogspot.com

wtorek, 01 grudnia 2009
Mongolia: Czas Czerwonych Gór - Petra Hůlová

Tym razem w ramach peryferyjnego wyzwania zawędrowałam aż na mongolskie stepy, w okolice Czerwonych Gór, które, jak ujęła jedna z bohaterek książki, zatrzymują czas. W tych okolicach miałam okazję poznać pięć kobiet należących do tej samej rodziny, a mimo to zupełnie różnych. Łączy je właściwie tylko jedno – każda z nich przeżyła w swoim życiu jakieś rozczarowanie, które będzie dręczyć ją do końca.

Reszta na moim blogu :)

piątek, 10 lipca 2009
Mongolia i Galsan Tschinag

Galsang Tchinag pochodzi z Mongolii, studiował w latach siedemdziesiątych germanistykę w Lipsku. Swoje powieści tworzy najczęściej po niemiecku. W tym języku ukazało się równieź całkiem sporo jego książek.

Na początek wypożyczyłam niewielki zbiór opowiadań, o którym piszę tu.