poniedziałek, 12 października 2009
Niania i góra lodowa

Kiedy zobaczyłem tę książkę w mojej ulubionej księgarni, na półce z promocjami, od razu pomyślałem o Literaturze na peryferiach. A rzecz jest nie o byle jakich peryferiach, bo o peryferiach świata, o Chile z jego indiańskimi korzeniami, pasjonującą geografią i bardzo skomplikowaną historią, z podbojami kolonialnymi oraz licznymi burzami i dyktaturami politycznymi.

Ariel Dorfman to mieszkający w USA chilijski prozaik, który w „Niani i górze lodowej” przedstawił historię 23-letniego Gabriela Mackenziego, rozbitego pomiędzy swoimi chilijskimi korzeniami, a amerykańską popkulturą, w której wychowywał się, jako emigrant. Młody Gabriel, mieszkając z matką w Nowym Jorku, sukcesywnie poznaje historię swojej rodziny, swoich bliskich, a szczególnie swojego ojca, których losy – w tym losy Gabriela – są nierozerwalnie związane z politycznymi przewrotami w Chile, w tym szczególnie z osobą rewolucjonisty Che Guevary.

W swoim mieszkaniu na Manhattanie, Milagros, matka Gabriela, powiesiła plakat Guevary, któremu – według jej słów – chłopiec ma zawdzięczać swoje istnienie. Gabriel dowiaduje się o zakładzie, jaki zawarł jego ojciec Cristobal ze swoim bratem Panchem i ich najlepszym przyjacielem Pablem Baronem, nazajutrz po tym, jak został spłodzony. W następstwie zawartego zakładu, ojciec Gabriela zostaje słynnym w całym kraju Casanovą, a Pablo najbardziej wpływowym politykiem chilijskim.

Chłopiec wyjeżdża z matką do Chile, żeby odwiedzić rodzinne strony, poznać realia chilijskiej demokracji, odkryć rodzinne tajemnice i przeżyć inicjację seksualną. Brak doświadczenia w sprawach seksu, niedojrzała, chłopięca twarz Gabriela („Cara de Guagua”) i świadomość bycia synem słynnego kobieciarza i uwodziciela – stanowią największy problem bohatera, który emanuje na każdej niemal stronicy powieści. Gabriel wraca do Chile, żeby przestać być prawiczkiem, a kluczem do sukcesu ma być nawiązanie więzi z ojcem playboyem. „Jego miłości, jego entuzjazmu – tylko tego potrzebowałem.” – Wyzna później Gabriel.

Problemy seksualne Gabriela biją z prawie każdego zdania powieści, i to w niewybrednym, żeby nie powiedzieć prostackim przekazie. Efekt jest taki, że książka emanuje erotyzmem w najbardziej wulgarnym wydaniu. Niemal wszystko jest w tej historii kojarzone z seksem, a najczęściej używanymi przez pisarza słowami są czasowniki określające ruchy kopulacyjne oraz rzeczowniki opisujące szczegóły ludzkiej anatomii, ukrytej na ogół pod majtkami.

Po przeczytaniu tej książki na pewno zapamiętacie, co oznaczają hiszpańskie słowa: pico, pichula, penco, pistola, pingo, poronno, chuňo, cabron, culear, de puta, hijo de puta, maricones. Ilość pozostałych wulgaryzmów zdaje się spełniać rolę znaków interpunkcyjnych. Taki język dziwi szczególnie w kontekście jednego z początkowych fragmentów książki: „Mama była bardzo dosadna, gdy mówiła o seksie. Niezbyt to typowe dla Chile, o czym się przekonasz – kraju, w którym wszyscy ruchają, ale nikt nie lubi wypowiadać tego słowa, przynajmniej nie w obecności pań; kraju hipokrytów. Kraju, w którym wojskowi mogą przykładać elektrody do twojego pico, za to w którym wypowiadanie słowa „kutas” w telewizji uważa się za obsceniczne.” Skoro taki język jest nietypowy dla Chile, to tym bardziej nie rozumiem, co chciał w ten sposób pokazać autor powieści: czy chodziło mu o dosadne podkreślenie, że życiem dwudziestolatka rządzi – w zastępstwie mózgu – penis, czy chciał przedstawić mentalność południowoamerykańskiego macho, czy może sam ma problemy ze sobą i musiałby udać się do specjalisty, który go zbada i stwierdzi, co Freud by na to powiedział.

Na szczęście znalazłem w powieści fragment (chyba jedyny), który jest wolny od wulgaryzmów, a do tego jest szczególnie ujmujący. Chodzi o to, jak Gabriel opisuje tytułową nianię: „Była w niej dobroć. Nie zmyślam sobie tego, przysięgam. To nie jest wytwór mojej wyobraźni; dobro emanowało z niej jak fala, coś namacalnego. Jak owoc, który możesz zerwać z drzewa i zjeść z jego błogosławieństwem. Niania dała mi jedyne chwile prawdziwego ukojenia (…). Była obecna u początku każdej radosnej chwili w mej pamięci, w katarynce wygrywającej melodię w przeszłości, w pierwszym chlebie, który powąchałem, gdy, z dłonią w jej dłoni, dreptałem moją pierwszą ulicą. Nie miałem nikogo innego, do kogo mógłbym się zwrócić, a jej ciepło gotowe było mnie przytulić, przygarnąć, zmierzwić mi włosy, pocieszyć. Była jedyną osobą, która nie wykorzysta mnie dla własnych celów, ponieważ czułem, że jej jedynym celem jest to, by mnie uszczęśliwić, ujrzeć nakarmionym, odzianym i unieśmiertelniającym się w tej dolinie.” Kto by nie chciał w tym momencie być dzieckiem oddanym pod opiekę takiej niani? Niania odegrała w życiu Gabriela rolę najważniejszą, stała się jego aniołem stróżem, i to dosłownie. „Już nie jesteś cara de Guagua, dorosłeś – właśnie w tym jest dorosłość, zdolnością przyjmowania na swoje barki ciężaru świata, ponieważ inni dorośli nie zrobią tego za ciebie. Właśnie to oznacza pozostanie bez Niani, która cię nie wysłucha w mroczną noc, nie wysłucha twojej spowiedzi, gdy wszystko inne się zawali, właśnie w tym jest dojrzałość. Że Niania nigdy nie wróci i musisz się z tym mierzyć odtąd sam jak sierota, którą jesteś.”

A o co chodzi z tą górą lodową? Autor wykorzystał w swojej powieści historyczne wydarzenie, jakie było związane ze światową wystawą Expo ’92. Rząd chilijski wystawił w Sewilli, na Expo ’92, wielką górę lodową sprowadzoną z Antarktydy, by w ten sposób uczcić 500-lecie odkrycia Ameryki i pokazać nowe oblicze Chile, oblicze kraju przedsiębiorczego, wolnego od dyktatury Pinocheta, postrzeganego jak „Nowa Zelandia”. Bo to „(…) boskie chłodzenie sprawia, że eksportujemy coraz więcej: łososi, owoców, skorupiaków. To lód pozwala nam dowieźć na jutro żywność do Singapuru lub do Seattle, i to lód przekona świat, że jesteśmy skuteczni i odpowiedzialni. (…) I to lód, panie i panowie, serwuje się wam właśnie w tej chwili w napojach, lód prosto z Antarktydy (…). Więc pijcie ten lód! Będziecie pili chilijską czystość, przyjmując do organizmu autentyczną cząstkę ostatniego pogranicza na ziemi, wodę zamrożoną, jeszcze zanim Cieśnina Beringa umożliwiła szlachetnym mieszkańcom naszego kontynentu przybycie tu z Europy i Azji.” Tak więc, tytułowa góra lodowa stanowi, wespół z seksualnymi obsesjami Gabriela, główny wątek powieści, a nawet posłuży jako ważny element występującego w niej wątku sensacyjnego.

Niania i góra lodowa” jest napisana w formie powieści epistolarnej, z licznymi nawiązaniami do historii, polityki, kultury, kuchni i obyczajów Chile oraz krajów sąsiednich. Mimo to każdy czytelnik łatwo odnajdzie się w tym chilijskim galimatiasie bez posiadania wybitnej wiedzy o Ameryce Południowej, a już na pewno można potraktować tę powieść jako przyczynek do zwiększenia swojego zainteresowania tą częścią świata. Książkę czyta się bardzo szybko i generalnie rzecz ujmując jest ciekawa, tylko gdyby nie te obsceniczne wulgaryzmy……

Recenzja pochodzi z blogu: http://mojelektury.blogspot.com

18:30, quaffery , Chile
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 września 2009
Dom duchów - Isabel Allende

Isabel Allende ma szerokie grono wiernych czytelników, ale i widzów, toteż na pewno niektórzy z nich zechcieli porównać adaptację filmową Domu dusz z powieścią, sagą rodzinną wpisaną w dwudziestowieczne doświadczenie Chile. Film Billego Augusta z gwiazdorską obsadą (Jeremy Irons, Meryl Streep, Glen Close, Winona Ryder etc.) oglądałam parę lat temu, ale twórczości Isabel Allende nie znałam. Wiadomo, na ekranie oglądaliśmy uszeregowane epizody w ciekawej oprawie plastycznej zdjęć, ale w powieści są dygresje, których nie można było przenieść na ekran.
Trzy narracje nie przeszkadzają, uzupełniają się, wzbogacają obraz kreowanego świata z próbą wpisania się w słynny południowoamerykański realizm magiczny (mam wrażenie, że tu trochę na wyrost). Podstawą narracji są zapiski jednej z bohaterek, Clary, wzbogacone o wiedzę jej wnuczki, Alby, i wspomnienia Estebana. Jest to zarazem powieść obyczajowa jak i społeczno-polityczna, gdyż losy rodziny są wpisane w historię Chile. Wprawdzie nazwa tego państwa nie pojawia się na kartach książki, ale nietrudno to odczytać, bo opis wydarzeń, szczególnie z lat siedemdziesiątych, jest wyrazisty. Mimo tego tematu powieść bardziej zainteresuje kobiety niż mężczyzn. (...)

Ciąg dalszy na blogu.