środa, 02 grudnia 2009
"Moscoviada" Jurija Andruchowycza

To miasto tysiąca i jednej katowni. Ważna forpoczta Wschodu chroniąca przed podbojami Zachodu. Ostatnie miasto Azji, od którego pijanych koszmarów uciekali w panice zdegenerowani i zgermanizowani monarchowie. Miasto syfilisu i chuliganów, ulubiona bajka uzbrojonych łotrów. Miasto bolszewickiego empire'u z wysokimi  poczwarami narkomów, z tajnymi bramami, zakazanymi alejami,miasto obozów koncentracyjnych, celujące w niebo iglicami skamieniałych gigantów. Lokatorzy tutejszych więzień mogliby dorównać liczebnie niejednemu z europejskich narodów. Miasto granitowych inicjałów, marmurowych kłosów i pięcioramiennych gwiazd wielkości słońca. Ono potrafi tylko pożerać, to miasto zarzyganych podwórek i pochylonych drewnianych parkanów w zasypanych topolim pyłem zaułkach o despotycznych nazwach (...).1

Do przeczytania recenzji zapraszam na blog.