piątek, 04 grudnia 2009

Ken Bugul - Ulica Felix-Faure


Do kolejnej książki z tego wyzwania podeszłam - po doświadczeniach z koreańską egzotyką - jak do jeża. Po przeczytaniu pierwszego rozdziału byłam już gotowa dać sobie z nią spokój, irytowało mnie pisanie w rytm murzyńskiej muzyki, monotonne bębnienie - tak odbierałam ciągłe powtórzenia, fraz, zdań czy ustępów. Nie rzuciłam w kąt, bo jechałam pociągiem i nie miałam z sobą nic innego do czytania. Drugi rozdział już lekko mnie zaciekawił. A od trzeciego, książka podobała mi się coraz bardziej i bardziej. Pod koniec byłam nią zauroczona i żałowałam, ze jest tak krótka.

Opowieść o mieszkańcach jednej z ulic afrykańskiej metropolii. Pewnego dnia spieszący na poranną modlitwę muezin potyka się o zwłoki poćwiartowanego trędowatego, który rok wcześniej zamieszkał na jednym z podwórek. Zanim zwłoki zostaną przewiezione do kostnicy, poznajemy historie osób związanych z podwórkiem na którym mieszkał zamordowany.

Uniwersalna opowieść o kobietach-ofiarach przemocy i przejmująca ilustracja zdania klasyka minionej epoki, że religia to opium dla ludu.